Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

wytrawna OWSIANKA

Jest wiele sposobów na owsiankę, zresztą to od tego prostego śniadaniowego dania zaczełam kilka miesięcy temu pisać tego bloga. Owsianka wcale nie musi być z owsa, a ilość dodatków nie zna końca: sezonowe owoce, susz, orzechy, ziarna, przyprawy. Jak kto lubi i w zależności od nastroju. Zalążkiem do tej kombinacji były buddyjskie odosobnienia na które kiedyś jeździłam regularnie i gdzie często gotowałam. Śniadania na sesshin to kasza z gomashio, coś kiszonego i herbata, zawsze wytrawnie i na ciepło. Weszło mi to w krew. Poniższa kombinacja idzie dużo dalej, ale nadal jest niewymagająca i sycąca. A ponieważ ostanio szukam w różnych dziedzinach alternatywnych rozwiązań to i owisanka została poddana lekkiemu tiuningowi. W zestawieniu z drewnem, bo moje życie zeszło do parteru, wyrzuciłam łóżko, prace rozkłądam na ziemi, podłoga stanowi też regał dla książek. Ten piękny pałacowo/eklektyczny parkiet sosnowy (!) to dzieło mojej bratniej duszy, ułożony własnymi rekami w czasach słusznie uznanych za niesłuszne - do dziś robi wrażenie.

ilość na jedną porcję

4 łyżki wybranych płatków (albo mieszanki płatków z ziarnami)
1 duży ogórek kiszony albo konserwowy np. z musztardą
4 suszone pomidory
8 oliwek
2 łyżki sosu sojowego
1 kubek wrzątku

+ sezam albo słonecznik do smaku

W garnku prażymy płatki z posiekanymi suszonymi pomidorami (nieodsączamy ich z tłuszczu). Następnie dodajemy oliwki, sos sojowy i wodę, gotujemy na średnim ogniu bez przykrycia aż całość zgęstnieje, mieszając od czasu do czasu. Gotową owsiankę przekładamy do miski, dodajemy pokrojony ogórek i posypujemy ziarnami (najlepiej prażonymi). Jemy w całości i do syta!

czwartek, 15 sierpnia 2013

smarowidło CHILI/OLIWKI/TOFU

Lepioszka występuje w całej Azji Centralnej, właściwie jak dobrze się postarać już za naszą wschodnią granicą znajdą się domy gdzie zamiast tradycyjnego chleba podawane będę chlebowe placki bez drożdży. W zależności od kraju mają różny skład, choć niezmienna pozostaje mieszanina mąki, tłuszczu i wody jako bazy wyjściowej. Spotkałam się z odmianami na mące pszennej, jęczmiennej czy żytniej, z dodatkiem piwa lub mleka. Również kraje Azji Mniejszej kultywują tradycję placków chlebowych choć pod inną nazwą. Lepioszkę tradycyjne piecze się w piecu opalanym drewnem przyklejając placki do jego ścian, gotowe są po kwadransie kiedy to łatwo odchodzą od powierzchni pieca. W niektórych krajach odciska się na nich ozdobny ornament, w innych posypuje sezamem albo dodaje przyprawy. W mojej zaprzyjaźnionej libańskiej knajpie lepioszka występuje jako orientalny chleb i oprócz pity można ją kupić na wynos. Taka też z hummusem rządziła ostatnio w mojej kuchni, ale ponieważ zostało mi kilka oliwek marynowanych w piekielnie ostrym chili postanowiłam dla odmiany zmiksować jej (lepioszce) inne smarowidło. Okazało się na tyle udane, że w porze obiadowej z makaronem orkiszowym, świeżym szpinakiem i pomidorami zupełnie przez przypadek smarowidło zamieniło się w smakowity sos.

ilość na mały słoik ok 200ml

100 gr naturalnego tofu
14 oliwek syriana (w marynacie chili)
6 łyżek oliwy z rozmarynem
pieprz + sól do smaku

+ chleb orientalny lub makaron, pomidor malinowy i świeży szpinak

Wszystkie składniki miksujemy na gładką pastę. Możemy przechowywać w lodówce w wygotowanym słoiku do 5 dni. W wersji z lepioszką polecam nagrzać piekarnik do 180st C, i posmarowane kawałki chleba z dodatkiem ulubionych warzyw zapiec około 5 minut, aż pieczywo stanie się chrupkie, a całość przyjemnie ciepła. W wersji z makaronem polecam całość wymieszać przed podaniem w garnku, ponieważ smarowidło jest dość gęste pod wpływem ciepła ładnie rozleje się po makaronie, u mnie wszystkie warzywa dodałam surowe - ale to kwestia gustu. Smacznego!

* fotografia lepioszek została wykonana przez Kubę Czajkowskiego w Kaszgarze

poniedziałek, 29 lipca 2013

LETNI makaron

Jest ciepło, dla jednych to czysta rozkosz dla innych przekleństwo. Jeść chce się średnio, najchętniej w cieniu i w temperaturze co najwyżej pokojowej. Chłodniki, sałaty i przekąski to najchętniej spożywane dania, nie wspominając oczywiście o lodach, sorbetach i koktajlach. Znam takich co z okazji przekroczenia przez słupek rtęci magicznej granicy 30 st. C dali by się za hibernować w zamrażalniku. Co dziwne tą temperaturę świetnie znoszą komary, a mój wczorajszy spacer po lesie zakończył się plagą bąbli rozmaitej wielości i w przedziwnych miejscach. Letni makaron jest letni, z domowym pietruszkowo-oliwkowym pesto i świeżymi warzywami. Serwowany w afrykańskiej misce, która w końcu doczekała się debiutu.  W towarzystwie Courtney Love, która była jedną z bohaterek mojego cyklu Idolki. Courtney jako gwiazda feministycznego grania była dla niektórych boginią, choć ja ją tylko lubiłam słuchać,  moja przyjaciółka do dziś jest wierną fanką jej stylu i ciętego języka. Mnie ujęła stwierdzeniem, że "tylko idioci są szczęśliwymi ludźmi" tak bardzo, że namalowałam ją razem z cytatem.

ilość na dwie porcje

1/2 320 g słoika oliwek toskańskich (w zalewie z oleju roślinnego)
1/2 pęczka pietruszki
1 ząbek czosnku

6 rzodkiewek
2 małe ogórki gruntowe
2 łyżki słonecznika

1 kubek makaronu

Makaron gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. W wysokim naczyniu miksujemy oliwki, pietruszkę i czosnek na gładką masę, w razie potrzeby dodajemy pieprz lub sól. Tak przygotowane pesto mieszamy z makaronem i dzielimy na dwie porcję. Proponuję serwować w głębokich talerzach lub miskach. Dodajemy posiekaną w kostkę rzodkiewkę oraz ogórek, wszystko posypujemy słonecznikiem. Miłego letniego chrupania w cieniu parasola - sugeruję mrożoną herbatę lub lemoniadę do towarzystwa.

wtorek, 28 maja 2013

TRUSKAWKI na SZPARAGACH

Nie były to pierwsze szparagi w tym roku, ale na pewno w najlepszym wydaniu i doborowym towarzystwie. Szparagi pod truskawkami, z czarnymi oliwkami i roszponką pachniały wiosną, i dobrymi wiadomościami. Odwiedziły mnie dwie wspaniałe dziewczyny w jednym wyjątkowym ciele - właśnie się okazało, że będę ciocią dziewczynki. Było o kobietach, pasji, pracy i dniu matki. Tak naprawdę pierwszym dla mojej przyjaciółki. Mimo iż prosto z pracy i ciągu tygodnia tokowałyśmy prawie do świtu. Miło mi było, miałam kogo rozpieszczać i mimo iż kontuzjowana szalałam w kuchni nieustannie kombinując co jeszcze mogę zaserwować Pięknym Paniom.

ilość na dwie porcje:

1 pęczek zielonych szparagów
1/2 opakowania roszponki
12 czarnych oliwek
12 dorodnych truskawek
2 łyżki pestek dyni albo migdałów w płatkach
oliwa truflowa
sól morka + pieprz czarny

+ 4 kromki chleba
+ sos musztardowy (3 łyżki musztardy Dijon albo sarepskiej
 + 3 łyżki miodu albo syropu z agawy + kilka liści tymianku)

Szparagi obieramy i gotujemy w osolonej wodzie około 5 minut. Na talerzach rozkładamy umytą roszponkę, na niej szparagi, drobno posiekane oliwki i truskawki. Następnie wszystko posypujemy prażonymi pestkami dyni albo migdałami. Polewamy oliwą truflową, solimy i pieprzymy. Chleb oraz sos podajemy osobno. Smacznego! 

PS. Kwiaty dla wszystkich Mam, tych w drodze i tych co mają już całkiem duże dzieci.

środa, 15 maja 2013

TEMPENADA z rodzinnymi historiami w tle

Kolejna przeprowadzka, pakowanie i rozpakowywanie. Ubrania, książki, jakieś dokumenty, obrazy, farby i komputer. Niby jest tego coraz mniej, pakuje się już średnio w godzinę, ale nieustająco mam wrażenie, że jeszcze za dużo. Wpadła mama aby pomóc i użyczyć samochodu, przy okazji została nakarmiona i była chwila aby pogadać. Śmiałyśmy się, że nomadyzm mam we krwi, ona też zmienia lokal raz na kilka lat, ja rozszerzyłam ten talent o większą częstotliwość i dorzuciłam również zmianę szerokości geograficznych. Czasem myślę, że bez tych ciągłych zmian czuła bym się nieswojo albo obrosła bym w masę niepotrzebnych rzeczy. Zaserwowałam mamie świeżo zrobioną tempenade (możliwie najbardziej klasyczną) na pieczywie ryżowym ze świeżym pomidorem i szczypiorem. Ta oliwkowa pasta wywołała lawinę rodzinnych wspominek - jesteśmy oliwkożercami. Czarne, czerwone, zielone, z migdałami, limonką, papryką, z pestkami i bez, w postaci pasty, zupy, dodatku do sałat, przekąski, sosu, na tysiąc sposobów, ze wszystkich stron świata, zawsze i o każdej porze dnia i nocy. Uwielbiamy je dostawać i chętnie przywozimy z podróży. Chociaż jako dzieci nikt z nas za nami nie przepadał, mama śmieje się że pokochała je dopiero po pierwszym zjedzonym słoiku, dla mnie ten romans zaczął się gdzieś podczas pierwszych wycieczek do Paryża, który zwiedzałam z przyjaciółmi z Libanu i szybko kuchnia bliskowschodnia stała mi się bliższa niż francuska. Tempenada jest banalnie prosta, może kilka dni leżakować w lodówce i jest świetna w formie przekąski i jako baza do kanapek.

150g czarnych oliwek (preferuje duże i mocno wytrawne)
1 łyżeczka kaparów
1 duży ząbek czosnku
1 łyżeczka octu balsamicznego
3-4 łyżki słonecznika
oliwa z oliwek
pieprz 

+ dodałam jeszcze świeży rozmaryn ok 10 listków

Wszystkie składniki razem blendujemy na gładką pastę, przekładamy do wygotowanego słoika (słoik po oliwkach powinien mieć rozmiar w sam raz) i trzymamy w chłodzie. Palce lizać !

środa, 8 maja 2013

TOFUCZNICA czyli niedzielne śniadanie

Większość z nas może celebrować tylko sobotnio-niedzielne śniadania. Poranna wizyta na bazarze i w piekarni, dobieranie smaków, zapachów i kolorów. Komponowanie idealnych elementów cotygodniowych rytuałów. Potem długie biesiadowanie przy stole w towarzystwie najbliższych albo dobrej książki. Zaspokajanie potrzeb podniebienia i gustu na kolejny "zaszybki" tydzień. Tofucznica dla wielu może być substytutem z grupy: jak będąc vegan jeść jak wszyscy. Wyglądem przypomina jajecznicę, a przy pomocy czarnej soli można jej nadać nawet jajeczny smak. Sama rzadko odtwarzam smaki "wszystkożerców", jednak zabawa formą i fakturą czasem skutkuje wykreowaniem czegoś co gdzieś, jakoś istnieje. U mnie bardziej w wersji południowo-wschodniej, suto doprawiona i z dodatkami, na dobry początek dnia, choć było już południe.

ilość na jedną porcję:

1/2 cebuli
8 czarnych oliwek
4 suszone pomidory
125 g twardego tofu
1 łyżka oleju z suszonych pomidorów
1 łyżeczka przyprawy do kebaba
+ świeżo mielony czarny pieprz
1 łyżka słonecznika
+ natka pietruszki

+ pieczywo i inne dodatki

Posiekaną drobno cebulkę smażymy na oleju razem z przyprawami na złoty kolor. Następnie dodajemy pokrojone oliwki i pomidory, przesmażamy przez ok 1 minutę na średnim ogniu aby smaki się "przegryzły". Następnie zmniejszamy ogień i dodajemy tofu, które rozdrabniamy drewniana łyżką. Mieszkamy aż wszystko nabierze spójnej konsystencji i się zarumieni przez około 2 minuty. Przekładamy na talerz, posypujemy słonecznikiem i dodajemy pietruszkę.

Wyszło tradycyjne śniadanie  do tego proponuję pachnące pieczywo i turecką kawę, a na deser świeży sok pomarańczowy. Rozkosz, hedonizm i czysta przyjemność. Do tego słońce, potem spacer, rower i książki, co by więcej takich dni - upojnych i bardzo smacznych.

poniedziałek, 6 maja 2013

wschodnia ROSZPONKA

Wróciłam z nad morza i zieleń wystrzeliła z prawdziwym impetem, trawa nabrała soczystości, a drzewa odsypały się pąkami. Powoli wracałam do siebie, do świata i do rzeczywistości, zrobiłam posumowanie wystawy, zmontowałam film z performance'u, obrobiłam zdjęcia i zapisałam wrażenia oraz kolejne pomysły. Puściłam XIBALBE dalej, nie była już moja, istnieje teraz materialnie zajmując określoną przestrzeń i absorbuje narzuconą tematyką.

Zastana Warszawa była pusta, majówka skutecznie wypłoszyła co najmniej 50% jej mniej i bardziej stałych mieszkańców, a ja z lubością gotowałam, biegałam na jogę i rozkoszowałam się cichym, słonecznym miastem. W wolnych chwilach czytałam zaległe książki i sprawdzałam co aktualnie tworzą i gdzie są ludzie którzy mnie inspirują. Weszłam na stronę Al Weiwei'a, chińskiego artysty, którego nie daje się sklasyfikować w żaden sposób. Al nieustająco wymyka się krytykom i kuratorom, tworząc film, architekturę, performance czy rzeźbę. Niebywale trafnie odnosi się do aktualnej kondycji Chin, a co za tym idzie i reszty świata. Widziałam jego dużą retrospektywę w Tokio i jest to jedna z najciekawszych wystaw jakie było mi dane zobaczyć. Przeglądając zdjęcia i opisy jego prac naszło mnie na kulinarny romans wschodu z zachodem. Roszponka z wędzonym tofu na zakładkę z oliwkami i pieprzem syczuańskim stanowiły dobry punkt wyjścia do kuchennej fantazji.

ilość na jedna lunchową porcję:

1 garść roszponki
10 czarnych oliwek
80g wędzonego tofu
1/2 jabłka
1/4 ogórka

ostry sos

2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka syropu z agawy
1 łyżka oleju sezamowego
1/2 łyżki shichimi tougarashi lub pieprzu syczuańskiego

 + sezam

Roszponkę płuczemy i osuszamy, oliwki drobno siekamy, tofu kroimy w słupki, jabłko ścieramy na dużej tarce a ogórka w cienkie talarki. Wszystkie składniki mieszamy zalewając sosem i suto posypując prażonym sezamem.

Niech będzie Bon Appetit lub  请慢用 [Qǐng màn yòng.] - Smacznego!

czwartek, 2 maja 2013

SAŁATA w świecie sztuki

Myślę że to nie jest mistrzowskie podanie sałaty, zdaje się też, że wygląda na przegląd lodówki i ma za zadanie być paliwem na pół dnia, i cóż dokładnie tak było. "Siedem dni w świecie sztuki" to nie tylko tytuł właśnie przeczytanej przeze mnie książki (POLECAM autorstwa Sarah Thornton ), ale także główny motyw minionego tygodnia. Siedem dni na zmontowanie wystawy, siedem dni pracy, nerwów, gaszenia pożarów i wymyślania alternatywnych rozwiązań. W rezultacie siedem dni zwieńczonych sukcesem i spełnieniem, choć jeszcze na 15 minut przed wernisażem łacina podwórkowa latała w powietrzu często i gęsto. Wyszło super, w industrialnej przestrzeni gdyńskiego 3A Project Space we współpracy z galeriawdomu.pl udało się stworzyć wyjątkowy projekt, który można oglądać do 16 maja.

A wracając do jedzenia, moja Olga zwana Żoną, która użyczyła mi dachu nad głową miała tak samo pracochłonny czas jak ja. Różnica polegała tylko na tym, że ja biegałam z drabiną, workami z ziemią i kubłami farby, a Żona nie wstawała od komputera. Do tego zupełnie zmienił nam się cykl dnia i nocy. Głównie się mijałyśmy i nie było czasu nawet na wymienienie kilku zdań, nie mówiąc już o wspólnym posiłku.  Ale był taki jeden ranek kiedy ta fura szpinaku z dodatkami stanowiła pretekst do wymiany refleksji, pomysłów i frustracji. Zjednoczyło nas to śniadanie na placu boju, choć szybkie i proste dało nam potrzebnego powera do dalszej walki.

ilość na dwie szczere porcje:

3/4 opakowania świeżego szpinaku
2 pomidory malinowe
20 czarnych oliwek
1/2 cukinii
50g migdałów w płatkach

2 łyżki octu balsamicznego
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka miodu
1 łyżeczka świeżego pieprzu

+ 4 kromki domowego chleba z rozmarynem

Płuczemy szpinak, siekamy oliwki i pomidory, oraz na dużej tarce trzemy cukinię, wszystko układamy warstwami od razu na dwóch talerzach. W szklance mieszamy sos sojowy z octem, miodem i pieprzem. Tak przygotowanym sosem zalewamy sałatę. Wszystko suto posypujemy podprażonymi na patelni migdałami. W drugiej wersji można wszystko wymieszać w dużej misce. Dla chętnych chleb, Olga poprosiła o grzanki co też było fajną opcją. 

Art is the way of survival!

czwartek, 25 kwietnia 2013

lekka kolacja z AFRYKĄ w tle

Znam pewną tancerkę. Wyjątkową kobietę dla której taniec jest czysta forma ekspresji i sztuki. Mima, który doskonale panuje nad każdym ruchem zachowując przy tym świeżość i ciekawość dziecka. Poznałyśmy się dzięki Butoh i tak już zostało. Kilka dni temu spędziłyśmy razem wyjątkowy wieczór. Towarzyszyły nam dźwięki pierwotne, etniczne, rdzenne, te najbliższe ciału i najgłębiej zakorzenione w sercu. Obie mamy słabość do podróży, obie dobrze czujemy się na czarnym lądzie. Dom Graż przepełniony jest przedmiotami ze świata, z czego każdy stanowi genialny punkt wyjścia do poznania innej kultury. Ja gotowałam, Graż mówiła. Były barwy, smaki, gesty i zapachy. Tęsknota za słońcem wzmocniła potrzebę koloru, na talerzu zawitała masajska czerwień i zieleń sawanny. Gdzieś po między słowami powstała kolacja. Prosta i lekka do degustacji przy orzechach i winie. Miałyśmy całą niespieszną noc - pole pole /spokojnie spokojnie/ - jak to mówią w Afryce.

ilość na 2 talerze

1 brokuł
1 czerwona papryka
1 garść orzechów włoskich
8 liści sałaty
10 czarnych oliwek
sól/pieprz
+ pasta z awokado na którą przepis TU

Brokuł dzielimy na kwiaty i gotujemy na parze, do momentu aż nabierze mocno zielonego koloru i będzie "sparzony" a nie rozgotowany. Paprykę kroimy w słupki, orzechy trzemy, liście sałaty myjemy i drzemy na mniejsze kawałki, oliwki drylujemy (jeśli trzeba) i siekamy. Układamy na talerzu wedle własnej fantazji, można podawać z chlebem albo innym pieczywem (świetne są roti).

siku njema - dobrego dnia w suahili

wtorek, 23 kwietnia 2013

krem z SOCZEWICY in ITALY STYLE

W drodze do Trójmiasta. Wystawa już za chwilę. Muzyka zrobiona. Kostium zaprojektowany. Projekt na wykończeniu. Obrazy polakierowane, sygnowane, przygotowane. Pozostało połączenie wszystkich elementów w jedną spójną całość. 7 dni na zbudowanie instalacji, nauczenie się dźwięków, kroków i ruchów. 7 dni narodzin dzieła po długiem czasie wykluwania i kształtowania. Abstrakcyjny pomysł który nabiera realnych kształtów. Nieustająca zabawa i nauka. Jeszcze się nie zmaterializował, a już głowa kreuje następny. Teraz będzie w monochromie, następny uderzy czerwienią. Niech żyje, niech bije, niech nęci, niech swędzi. A tym czasem krok za krokiem, stopa za stopą, XIBALBA drzewo życia już za tydzień w 3A project space i na galeriawdomu.pl. Dla głodnych szybka zupa z włoską nutą. W sam raz na naładowanie baterii i powrót do pracy.

4 porcje

200g namoczonej przez noc zielonej soczewicy
4 ziemniaki
8 suszonych pomidorów
10 czarnych oliwek
3 kubki wody (lub bulionu warzywnego)
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka świeżego czarnego pieprzu
20 listków rozmarynu

+ prażone sezam/słonecznik/dynia

Zagotowujemy soczewicę z ziemniaki w 3 kubkach gorącej wody. Kiedy wszystko zmięknie zdejmujemy z ognia i dodajemy pozostałe składniki. Miksujemy na gładki krem, przelewamy do misek i przyozdabiamy rozmarynem z dowolnymi ziarnami. W wersji na zdjęciu osobno zmiksowałam zawartość garnka (soczewicę z ziemniakami) i resztę składników, nakładając zupę warstwowo. Na dno poszła pasta z pomidorów, ziół i oliwek a na wierz krem z soczewicy. Smacznego :)

wtorek, 26 marca 2013

TARTA SZPINAK/PIECZARKI pod pierzyną

Znowu w drodze. 20h w Trójmieście. Morze ciekawych koncepcji. Energia działania, burza mózgów i nowe możliwości. Pomysł wystawy zrodził się nagle, nabrał realnych kształtów z upływem czasu i zrealizuje się w przestrzeni już niebawem. Nie ma rzeczy niewykonalnych, celów nieosiągalnych i pomysłów niemożliwych. Przesuwam horyzont kilka cali dalej. Tworze. Kreacja udzieliła mi się również w kuchni. Nowa tarta. Tak dużo składników jak myśli spiętych w jedną całość. Danie dla grona znajomych albo całej rodziny. Czyste szaleństwo smaku w trzech warstwach. Spróbujcie!

ciasto
1 kubek mąki żytniej lub orkiszowej
1/2 kubka kaszy manny
2 łyżki otrębów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki oleju z suszonych pomidorów
1/2 łyżeczki czarnej soli
1 łyżeczka majeranku
ok 1/2 kubka ciepłej wody

+ olej i otręby do wysmarowania formy

Wszystkie składniki mieszamy w misce do uzyskania gładkiej masy, wodę dodajemy stopniowo, ciasto ma być zwarte i odchodzić od miski. Całość przekładamy do formy (ok. 20x30cm) wysmarowanej olejemy i obsypanej otrębami. Robimy wysoki rant na co najmniej 3 cm.

farsz
16 pieczarek
150 g szpinaku
140g czarnych oliwek
3 ząbki czosnku
100g (ok 1/2 słoika) odsączonych suszonych pomidorów
2 łyżeczki ziół prowansalskich

PS. Myślę, że farsz może być przeglądem zawartości lodówki, jeśli nie macie pieczarek to sprawdzi się i brokuł i bakłażan :)

Pieczarki kroimy na połówki. Szpinak z posiekanymi oliwkami i przeciśniętym czosnkiem przesmażamy na patelni ok 2min aby puścił sok. W wysokim naczyniu blendujemy zawartość patelni z suszonymi pomidorami i ziołami. Pieczarki układamy gęsto w formie i przykrywamy masą ze szpinaku i pomidorów.

pierzyna
2 garści orzechów laskowych
1 łyżeczka rozmarynu
sól i świeżo mielony pieprz
1 łyżka oleju z suszonych pomidorów
kilka kropli soku z cytryny
3/4 kubka wody

Całość miksujemy na gładki płyn ok 5 min, następnie zalewamy zawartość formy czyli dwie wcześniejsze warstwy. Wszystko suto zasypujemy słonecznikiem albo dynią. Pieczemy 45min na 180st. termoobieg.

SMACZNEGO :)

piątek, 15 marca 2013

BOCZNIAK na cukinii


Włoska kuchnia jest cudownie prosta, a cała jej magia to wyselekcjonowane składniki. Staranie dobrane smaki, zapachy i faktury. Wszystko powinno być świeże, serwowane od razu pod nos. Suszone pomidory winne widzieć słońce, a oliwa być tłoczona na zimno. Makaron wytworzony powinien być z semoliny i gotowany w słonej wodzie, a nie tylko z deczko osolonej. Każda z ingrediencji warta jest poznania osobno, by razem stworzyły zgrany zespól. Kuchnia włoska nie jest przegadana i wymyślna. Jest swojska, rodzinna i głośna. Lubię domy gdzie pachnie jedzeniem, gdzie w kuchni stoi duży stół wokół którego toczy się życie, lubię karmić ludzi, lubię jak posiłki trwają godzinami, w końcu lubię jeść rękami. Lubię włoskie wariacje na swoim stole i lubię się nimi dzielić. 

Boczniak na cukinii dla 2 osób :)

2 duże boczniaki
8 brązowych oliwek z Ligurii
8 suszonych pomidorów
2 ząbki czosnku
1/4 cukinii
2 łyżeczki salamoili
kieliszek białego wytrawnego wina albo wody
makaron spaghetti

Na rozgrzaną patelnię z łyżką oleju z suszonych pomidorów wrzucamy posiekane oliwki, pomidory, boczniaki (można je "porwać" palcami na długie nitki wzdłuż blaszek), czosnek i przyprawy. Na średnim ogniu najpierw wszystko obsmażamy a następnie dolewając kieliszek wina albo wody przykrywamy na 5min aby się poddusiło. Cukinię kroimy na bardzo cienkie plastry i wykładamy nią talerze. Makaron gotujemy w dużym garze, w słonej wodzie, al dente. "Gniazdo" makaronu układamy na cukinii i na wszystko serwujemy warzywa, można oprószyć świeżym pieprzem. A potem wylizać i talerz i palce :)

wtorek, 5 marca 2013

MAKARON do dziubania



Była sobota, wyszło słońce i świat zrobił się przyjemniejszy. Wyskoczyłam na babskie śniadanie, potem na długi spacer. Warszawa ożyła, ludzie zaczęli się do siebie uśmiechać, jak by obudzili się po długim śnie, hibernacji. Zaczyna się zielenić. Jeszcze nie na ulicach, ale już w głowach. Do domu wróciłam głodna jak diabli, a w lodówce zastałam wielkie NIC. Poszperałam po szafkach i powstał lekki lunch, zielono mi pomyślałam. Zielono na talerzu. Jak ta Kura którą popełniłam kilka miesięcy temu, ku wielkiej radości moich bliskich, że nie jest to ani konceptualne ani abstrakcyjne, tylko po prostu banalne. Kura i makaron to dobre zestawienie. Do dziubania pomyślałam i na dobry humor. Wiosna w powietrzu podróżniku!

Ilość na jedną solidną porcje:

100g makaronu żytniego
1/3 brokuła
10 czarnych oliwek
1/2 cebuli
1 łyżeczka tandori masali
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka oleju
słonecznik
pietruszka

Makaron gotujemy z oliwą, solą i szczyptą ziół prowansalskich, uwaga żytni szybko się rozgotowuje. Na patelni smażymy drobno posiekaną cebulkę, z brokułem i oliwkami, dodając wszystkie przyprawy, powoli na małym ogniu. Jak zacznie mocno pachnieć przykrywamy aby warzywa doszły (można delikatnie podlać wodą albo białym winem), po około 2-3min dodajemy ugotowany makaron i wszystko razem przesmażamy.

Przekładamy do głębokiego talerza albo miski, obficie posypujemy słonecznikiem i posypujemy świeżą pietruszką.

Cały proces od otwarcia lodówki do podania zajmuję jakieś 10-12min. :) To LUBIĘ!