Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

wytrawna OWSIANKA

Jest wiele sposobów na owsiankę, zresztą to od tego prostego śniadaniowego dania zaczełam kilka miesięcy temu pisać tego bloga. Owsianka wcale nie musi być z owsa, a ilość dodatków nie zna końca: sezonowe owoce, susz, orzechy, ziarna, przyprawy. Jak kto lubi i w zależności od nastroju. Zalążkiem do tej kombinacji były buddyjskie odosobnienia na które kiedyś jeździłam regularnie i gdzie często gotowałam. Śniadania na sesshin to kasza z gomashio, coś kiszonego i herbata, zawsze wytrawnie i na ciepło. Weszło mi to w krew. Poniższa kombinacja idzie dużo dalej, ale nadal jest niewymagająca i sycąca. A ponieważ ostanio szukam w różnych dziedzinach alternatywnych rozwiązań to i owisanka została poddana lekkiemu tiuningowi. W zestawieniu z drewnem, bo moje życie zeszło do parteru, wyrzuciłam łóżko, prace rozkłądam na ziemi, podłoga stanowi też regał dla książek. Ten piękny pałacowo/eklektyczny parkiet sosnowy (!) to dzieło mojej bratniej duszy, ułożony własnymi rekami w czasach słusznie uznanych za niesłuszne - do dziś robi wrażenie.

ilość na jedną porcję

4 łyżki wybranych płatków (albo mieszanki płatków z ziarnami)
1 duży ogórek kiszony albo konserwowy np. z musztardą
4 suszone pomidory
8 oliwek
2 łyżki sosu sojowego
1 kubek wrzątku

+ sezam albo słonecznik do smaku

W garnku prażymy płatki z posiekanymi suszonymi pomidorami (nieodsączamy ich z tłuszczu). Następnie dodajemy oliwki, sos sojowy i wodę, gotujemy na średnim ogniu bez przykrycia aż całość zgęstnieje, mieszając od czasu do czasu. Gotową owsiankę przekładamy do miski, dodajemy pokrojony ogórek i posypujemy ziarnami (najlepiej prażonymi). Jemy w całości i do syta!

wtorek, 21 maja 2013

koktajl ZIELONO MI

Mieszkam teraz blisko parku mojego dzieciństwa, gdzie znam każde drzewo, ścieżkę i polanę. Lubię to miejsce, choć mam wrażenie, że cofnęłam się w czasie. Bliskość takiej ilości drzew zmobilizowała mnie do porannego biegania. Około 6 las jest pusty, rześki i bardzo zielony. Słońce przebija przez pokryte rosą liście tworząc niesamowite arabeski świateł i cienia. Dawno nie czułam takiej radości ze zmęczenia, choć po pierwszym razie przypomniałam sobie o mięśniach których istnienie umknęło mojej pamięci. Zwolniłam tempo i skupiłam się na oddechu. Przypominając sobie długie biegi po bezludnych plażach Capo Verde czy Kambodżańskim Wybrzeżu. Szum morza zastąpił ptasi koncert na setki głosów ale przyjemność pozostała ta sama. Kiedy już zaczynam obierać kierunek powrotny na dom kreuje w głowie nowe śniadaniowe wariacje. Ten koktajl oddaje kolor zieleni który towarzyszy mi rano i smakuje tak, że jestem w stanie pochłonąć każdą ilość - aktualnie to faworyt w mojej prywatnej klasyfikacji.

ilość na jedną dużą porcję

1/3 świeżego ananasa
1/2 awokado
4 suszone figi
1 łyżeczka matchy*
2 cm imbiru
mleko roślinne albo woda (ilość w zależności od upodobań)

Wszystkie składniki miksujemy razem na gładki krem, dla mnie perfekcyjny jest w postaci gęstego musu/puddingu który je się łyżką. 

* Matcha to japońska, sproszkowana zielona herbata używana w ceremonii picia herbaty CHA-NO-YU. Matcha wspomaga metabolizm, redukuje stres, wspiera układ odpornościowy, obniża cholesterol i ryzyko wystąpienia nowotworów. Jest bardzo bogatym źródłem antyoksydantów. Można ją kupić w Kuchniach Świata oraz na allegro.

czwartek, 9 maja 2013

śniadanie JOGINKI

Maj to dla mnie miesiąc wyjazdów, rozjazdów i przejazdów. Wczoraj śmiałam się że jedni chodzą do biura, a ja chodzę do Polskiego Busa. Spanie, projektowanie i nadrabianie zaległości opanowałam w tym wehikule do perfekcji. Ostanie i najbliższe dni wyglądają podobnie, o świcie pedałuje na drugą stronę Wisły jogować. Po drodze obserwuję budzącą się do życia Warszawę z zupełnie innej perspektywy. Potem "wrzucam na ruszt" śniadanie i ruszam w miejski maraton albo w trasę. Bidon i jego zawartość to dla mnie akumulatory, więc przyznaje się bez bicia, że o tej 5.55 rano bez zażenowania włączam blender i robię sobie dobrze, a sąsiadom robię za budzik. Dziś wersja zielona w pakiecie z Mostem Gdańskim, który w moim odczuciu jest jednym z bardziej wdzięcznych obiektów architektonicznych stolicy. Piękne modernistyczne ślimaki schodów, drewniane podłoża trakcji tramwajowej i ażury stalowej konstrukcji - czysty industrial w najlepszym wydaniu. Polecam jako temat fotograficzny albo cel spaceru, to miejsce ma swoją magię. Tym czasem pędzę w miasto.

porcja na 3/4 l

2 garści świeżego szpinaku
2 łyżki płatków
1 łyżka siemienia lnianego
1 jabłko
garść rodzynek
1/4 cytryny
2 cm imbiru
1 szklanka wody

Wszystko razem miksujemy na gładki płyn, można pić od razu, można wsiąść ze sobą. Go Green!

wtorek, 7 maja 2013

placek FIGOWY

Figi to jedne z moich ulubionych owoców, pierwszy raz świeże jadłam nad Morzem Czarnym na Ukrainie jako dziecko, potem gdziekolwiek kierowałam się co bardziej na wschód szukałam tych niewielkich owoców pełnych małych strzelających w zębach pestek. Uwielbiam Azję Mniejszą, Afrykę Północną czy Wschodnią Europę właśnie za ich łatwy dostępność i niesamowity smak świeżych prosto z drzewa, albo długo suszonych na słońcu. Wszystkie dzieci które mają dostęp do fig zawsze są nimi zachwycone, a do tego z fig można zdziałać wiele: od dżemów, po ciasta, musy albo słód. Suszone zawsze były najlepszym prezentem jaki mogłam dostać, nawet te wyschnięte na wiór po namoczeniu w gorącej wodzie dawały radę. W tej chwili figi jem zamiast słodyczy, często i  w całkiem pokaźnych ilościach, choć znalezienie naprawdę smacznych, nie koniecznie w cenie uncji platyny bywa całkiem trudne. Pomysł na placek figowy i wspólne pieczenie/tworzenie zrodził się jeszcze w trójmieście podczas rozmów o wegan kuchni z moim dobrym znajomym. Plan był taki by spotkać się w stolicy i zrobić banalnie prosty figowy placek najlepiej z długim terminem przydatności do spożycia, łatwy w transporcie i pałaszowaniu. Jak żeśmy postanowili tak też się zadziało. enjoy :)

ilość na płytką piekarnikową blachę, termoobieg, 180 st, 40 min.

600 g płatków owsianych lub mieszanych
1 1/2 l wrzątku
2 szczypty soli

400 g fig

200 g orzechów włoskich

2 banany
1 łyżeczka cynamony
1/2 łyżeczki tea masali
4 cm korzenia imbiru
4 łyżki wody z fig
2 łyżki cukry trzcinowego

+ pergamin lub olej do blachy

Wsypujemy płatki do dużej miski, dodajemy sól i zalewamy wrzątkiem, odstawiamy aż płatki zmiękną (ok 20-30 min.). Figi zalewamy wrzątkiem i moczymy co najmniej przez godzinę, następnie drobno szatkujemy i dodajemy do płatków. Banany, przyprawy, cukier, imbir i cześć wody z fig miksujemy na gładka masę tworząc słód bananowy, który razem z drobno poszatkowanymi orzechami dodajemy do miski z płatkami.  Całość dokładnie mieszamy drewniana łyżką i przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem albo wysmarowaną olejem. Pieczemy, studzimy i pałaszujemy. Placek świetnie się sprawdza jako śniadaniowa alternatywa take-away albo przekąska, kawałki zawinięte w pergamin super trzymają kształt, nie brudzą i nie kruszą się. Ciastko spokojnie może leżeć do tygodnia, ale wtedy trzeba je chyba zamknąć na kłódkę :).

czwartek, 2 maja 2013

SAŁATA w świecie sztuki

Myślę że to nie jest mistrzowskie podanie sałaty, zdaje się też, że wygląda na przegląd lodówki i ma za zadanie być paliwem na pół dnia, i cóż dokładnie tak było. "Siedem dni w świecie sztuki" to nie tylko tytuł właśnie przeczytanej przeze mnie książki (POLECAM autorstwa Sarah Thornton ), ale także główny motyw minionego tygodnia. Siedem dni na zmontowanie wystawy, siedem dni pracy, nerwów, gaszenia pożarów i wymyślania alternatywnych rozwiązań. W rezultacie siedem dni zwieńczonych sukcesem i spełnieniem, choć jeszcze na 15 minut przed wernisażem łacina podwórkowa latała w powietrzu często i gęsto. Wyszło super, w industrialnej przestrzeni gdyńskiego 3A Project Space we współpracy z galeriawdomu.pl udało się stworzyć wyjątkowy projekt, który można oglądać do 16 maja.

A wracając do jedzenia, moja Olga zwana Żoną, która użyczyła mi dachu nad głową miała tak samo pracochłonny czas jak ja. Różnica polegała tylko na tym, że ja biegałam z drabiną, workami z ziemią i kubłami farby, a Żona nie wstawała od komputera. Do tego zupełnie zmienił nam się cykl dnia i nocy. Głównie się mijałyśmy i nie było czasu nawet na wymienienie kilku zdań, nie mówiąc już o wspólnym posiłku.  Ale był taki jeden ranek kiedy ta fura szpinaku z dodatkami stanowiła pretekst do wymiany refleksji, pomysłów i frustracji. Zjednoczyło nas to śniadanie na placu boju, choć szybkie i proste dało nam potrzebnego powera do dalszej walki.

ilość na dwie szczere porcje:

3/4 opakowania świeżego szpinaku
2 pomidory malinowe
20 czarnych oliwek
1/2 cukinii
50g migdałów w płatkach

2 łyżki octu balsamicznego
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka miodu
1 łyżeczka świeżego pieprzu

+ 4 kromki domowego chleba z rozmarynem

Płuczemy szpinak, siekamy oliwki i pomidory, oraz na dużej tarce trzemy cukinię, wszystko układamy warstwami od razu na dwóch talerzach. W szklance mieszamy sos sojowy z octem, miodem i pieprzem. Tak przygotowanym sosem zalewamy sałatę. Wszystko suto posypujemy podprażonymi na patelni migdałami. W drugiej wersji można wszystko wymieszać w dużej misce. Dla chętnych chleb, Olga poprosiła o grzanki co też było fajną opcją. 

Art is the way of survival!

środa, 24 kwietnia 2013

LAO koktajl TRUSKAWKOWY

Śniadanie nad morzem - truskawki już są, melon też gdzieś się znalazł. Smak lata, słońca i wakacji. Duży kubek radości i uśmiechu. Laos kojarzyć mi się będzie z koktajlami już zawsze, tymi zasłużonymi po całym dniu zwiedzania i tymi leniwymi z twarzą wystawioną do słońca. Zawsze w doborowym towarzystwie i z ciekawą historią w tle. Dziś na chwile przed walką z kanałami, strumieniami i internetem - przygotowania do wystawy idą pełną parą. Taki sobie różowy początek dnia, a w tle historie buddyjskie na jednej z Laotańskich Świątyń Buddyjskim w Luang Prabang, cudownie kolorowe, proste, szczere i magiczne. "Owocowego" dnia życzę wszystkim :)

ilość na 1 duży kubek ok 0.5 l

1 banan
8 truskawek
1/4 melona
2 łyżki płatków np. żytnich
1 cm imbiru
1 szklanka wody kokosowej albo mleka roślinnego

Wszystko razem do miksera i na ok 2 min na wysokie obroty. Do dna i w drogę.

poniedziałek, 11 marca 2013

ZIELONE BANANOWE śniadanie



2 stycznia dostałam mms od przyjaciółki ze zdjęciem zielonego koktajlu. W mroźny, biały dzień wyglądał bajecznie, razem z opisem dostałam link i szybko włączyłam się do projektu "jeden zielony shake dziennie" . Pomysł mnie uwiódł prostotą i masą pozytywnej energii. Ludzie codziennie dzielili się przepisami na szalone kombinacje smakowe. W założeniu każde smoothie miało być zielone ale po 30 dniach były wszystkie kolory tęczy. Mi akcja tak weszła w nawyk, że codzienny koktajl stał się alternatywą dla zwyczajowej owsianki, dając w połączeniu z praktyką ashtangi takiego kopa energetycznego, że kawa i zielona herbata poszły w odstawkę. 

Tu wersja prosta i łatwo dostępna, choć wierzę w waszą kreatywność. Uwaga to uzależnia, a pomysłom nie ma końca :)

A co do bananów, na każdym kontynencie są inne, w końcu 80 gatunków zobowiązuję. Dla ciekawskich bananowiec to największa na świecie bylina czyli właściwie trawa. Niepodważalnie najlepsze są prosto z drzewa. Uwielbiam te malutkie np. w Indiach. Są mniej słodkie, wręcz orzeźwiające, jak by z cytrynową nutą. W Kambodży podawane z grilla, w Chinach smażone w głębokim tłuszczu, w Laosie w postacie czipsów z chilli. Co kraj to obyczaj. Czarne, zielone, czerwone i oczywiście żółte. Mały symbol raju o smaku orientu.

Do blendera wrzucamy:

1 filiżanka borówki amerykańskiej
1/4 melona
1 banan
2 garści świeżego szpinaku
1 łyżeczka siemienia lnianego
6 migdałów
szczypta cynamonu
1/2 szklanki mleka roślinnego albo wody

Miksujemy do uzyskania gładkiej masy i pijemy do dna :)

czwartek, 7 marca 2013

PLACEK OWOCOWO mi



Ten placek to arcydzieło, prosty, łatwy i przyjemny, lekki, owocowy, sezonowy - istny ideał :). Jego bazę stanowi przepis z mojego ulubionego wegańskiego bloga WEGANIE, który jest dla mnie inspiracją i który gorąco polecam. Placek zrobiłam kiedyś na imieniny mamy w marcu i wszyscy z przyjemnością pochłonęli ten smak lata, z wytęsknieniem czekając na świeże owoce, słońce i zieleń. Potem wielokrotnie w różnych wersjach i z różnymi owocami gościł na niejednym stole, w niejednym mieście. Mojej przyjaciółce w Trójmieście upiekłam wersję zimową w postaci szarlotki i tak się jej spodobało, że teraz cała Olgi mięsożerna rodzina piecze wege słodkości. Jednym słowem TO ciasto ma moc. Daje też super kopa energetycznego i z powodzeniem z czarką zielonej herbaty (lub mała czarną) robi za pełnowartościowe śniadanie. A ponieważ neony w modzie przedstawiam wersję truskawkowo-porzeczkową z fluorescencyjnym teownikiem u boku - taki mały street art'owy element Warszawy, połączenie rodem z pikniku nad Wisła (instalacja z żeliwnych filarów niezmiennie stoi przed BUWem).

Ilość na formę 20x30 cm, piekarnik na 180st, pieczemy 35min., termoobieg:

ciasto
1 szklanka płatków (jęczmiennych, owsianych lub żytnich)
1/2 szklanki dowolnych otrębów
1 szklanka mąki (używam żytniej albo orkiszowej, ale do wyboru do koloru)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1 łyżka sezamu lub słonecznika
1/2 ciepłej wody lub mleka roślinnego
1/2 szklanki oleju

mus
1 opakowanie mrożonych owoców (np.truskawek, malin, jagód albo leśnych)
1 łyżka konfitury np. porzeczkowej
1 łyżka sezamu lub słonecznika
+ można też użyć jabłek i zrobić mus jak do szarlotki, dodając cynamon, kardamon i imbir
 
Ciasto jest świetną bazą do wszelkich owocowych wariacji, a i sam skład ciasta ilościowo zawsze ten sam, różni się w zależności od zawartości kuchni.

Wszystkie składniki na ciasto dokładnie mieszamy w misce, a następnie wykładamy do formy, dokładnie wyklejamy dno i robimy brzeg o wysokości ok 2cm. Owoce gotujemy na bardzo wolnym ogniu, pod przykryciem, bez dodatkowej wody, gdy się zagotują i zmiękną, rozdrabniamy widelcem, dodajemy konfiturę oraz sezam, a następnie odparowujemy przez jakieś 5 min. Mus wlewamy na ciasto i posypujemy sezamem, słonecznikiem albo migdałami. Pieczemy 35 min., studzimy i jemy.

PYCHA :)

czwartek, 21 lutego 2013

POWITANIE SŁOŃCA czyli ŚNIADANIE MISTRZÓW


Ten przepis był dopracowywany przez lata i przechodził różne metamorfozy w zależności od fazy mojego życia. Pierwsze podejście do porannej mamałygi zaczęłam robić jakieś 7 lat temu, i teraz po różnych eksperymentach mogę powiedzieć, że bez niej nie wyobrażam sobie zimy. Choć bywały i takie okresy, że jadłam ją prawie cały rok. Lubie ciepłe śniadania i kolor słońca jaki przybiera po dodaniu kurkumy. W naszym klimacie daje mi kopa na cały dzień. I choć nie jestem miłośniczką koloru żółtego na co dzień, tak i owsiance i Markowi Rothko go wybaczam.

Rothko jest jednym z moich ulubionych artystów, mogła bym przed jego płótnami medytować godzinami, lubię miękkość konturów i głębię kolorów jego obrazów, szanuję wierność sobie i wytrwałość jaką cechował się jego styl oraz podejście do pracy. Inspiruje mnie, nawet w odcieniach żółci. Szczególnie dziś gdy za oknem nie jest za specjalnie.

Ilość na jedną porcję.

1 łyżeczka klarowanego masła (ghi) lub oleju kokosowego BIO
duża szczypta cynamonu
duża szczypta kardamonu
1 łyżeczka siemienia lnianego
4-6 orzechów (mogą być laskowe/włoskie/migdały)
1 pokrojona figa lub 2 suszone śliwki
4 łyżki płatków owsianych, jęczmiennych, żytnich (ja mam w dużym słoju mieszankę)
1 jabłko lub gruszka

W garnku rozgrzewamy tłuszcz na który wsypujemy przyprawy, orzechy, bakalie i płatki, prażymy stale mieszając aż wszystko przybierze żółty kolor, wkrajamy jabłko lub gruszkę, dodajemy siemię lniane i wlewamy gorącą wodę (tak aby była ok 2 cm ponad płatkami). Gotujemy pod przykryciem ok 2-3min mieszając od czasu do czas. Kiedy masa zgęstnieje przekładamy do miski i GOTOWE ;)

Jest jeszcze druga opcja, jabłko lub gruszkę gotuje się osobno w drugim garnku z dodatkiem wody. W momencie gdy zmięknie i puści sok, dolewa się go do prażonych płatków z przyprawami, nie dodając już więcej wody. Jednak ja wole rozwiązania które angażują mniej elementów.

Enjoy.