W drodze do Trójmiasta. Wystawa już za chwilę. Muzyka zrobiona.
Kostium zaprojektowany. Projekt na wykończeniu. Obrazy polakierowane,
sygnowane, przygotowane. Pozostało połączenie wszystkich elementów w
jedną spójną całość. 7 dni na zbudowanie instalacji, nauczenie się
dźwięków, kroków i ruchów. 7 dni narodzin dzieła po długiem czasie
wykluwania i kształtowania. Abstrakcyjny pomysł który nabiera realnych
kształtów. Nieustająca zabawa i nauka. Jeszcze się nie zmaterializował, a
już głowa kreuje następny. Teraz będzie w monochromie, następny uderzy
czerwienią. Niech żyje, niech bije, niech nęci, niech swędzi. A tym
czasem krok za krokiem, stopa za stopą, XIBALBA drzewo życia już
za tydzień w 3A project space i na galeriawdomu.pl. Dla głodnych szybka
zupa z włoską nutą. W sam raz na naładowanie baterii i powrót do pracy.
4 porcje
200g namoczonej przez noc zielonej soczewicy
4 ziemniaki
8 suszonych pomidorów
10 czarnych oliwek
3 kubki wody (lub bulionu warzywnego)
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka świeżego czarnego pieprzu
20 listków rozmarynu
+ prażone sezam/słonecznik/dynia
Zagotowujemy soczewicę z ziemniaki w 3 kubkach gorącej wody. Kiedy wszystko zmięknie zdejmujemy z ognia i
dodajemy pozostałe składniki. Miksujemy na gładki krem, przelewamy do
misek i przyozdabiamy rozmarynem z dowolnymi ziarnami. W wersji na zdjęciu osobno zmiksowałam zawartość garnka (soczewicę z ziemniakami) i resztę składników, nakładając zupę warstwowo. Na dno poszła pasta z pomidorów, ziół i oliwek a na wierz krem z soczewicy. Smacznego :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 kwietnia 2013
środa, 3 kwietnia 2013
nocna ZUPA
Wracam w nocy do domy, cały dzień w biegu, miejski maraton, torba
urwała mi ramię, a obcasy wbiły nogi w cztery litery. W mieszkaniu cisza,
tylko z okna widzę panoramę city, która zalotnie do mnie mruga. Stolica w
nocy odpoczywa, jest senna i zmęczona, szuka wytchnienia, milczy.
Jestem zmarznięta, trochę przez pogodę ale głównie ze zmęczenia. Jednak,
tak nakręcona ilością wrażeń, że już wiem, że łatwo nie zasnę. W
podróży w takim stanie ruszam w miasto w poszukiwaniu "food marketów",
zawsze można znaleźć je na węch i słuch, to najbardziej gwarne
miejsca po ciszy nocnej. Pełne garkuchni wystawionych prosto na ulicę
uginają się od kociołków z jedzeniem, wszystko bulgocze, syczy i paruje.
Nowe smaki, zapachy i konsystencję. W żółtym świetle migających
jarzeniówek czasem nie da się dojrzeć zawartości kotła. Sanepid na sam
widok uciekł by z krzykiem, jednak bee bun'y, phad thai'e, sajgonki, curry masale, roti i dhale
unoszą się w powietrzu i rozpływają w ustach. Zawsze smakują inaczej i
niezmiennie stanowią obowiązkowy punkt kulinarnej podróży.
W
tej ciszy czas się na chwilę zatrzymuję, zdrowe żywienie i zalecenia
dietetyków brzmią jak suahili na Filipinach, nie jadłam prawie cały
dzień i mój mózg nie może o tym zapomnieć. Siadam na krzesło albo raczej
się na nie osuwam i jedną ręką włączam czajnik. Zamiast herbaty nalewam
wrzątek do garnka, szybka zupa z indochińską nutą, na rozgrzanie i na
dobry sen. Zjem coś przecież i tak nikt się nie dowie.
1/4 brokuła
2 boczniaki
1/2 cebuli
2 brukselki
garść makaronu ryżowego w nitkach
2 łyżki pasty tajskiej Tom Kha lub pasty miso
1 łyżeczka soku z cytryny lub limonki
szczypta pieprzu syczuańskiego lub cayenne
sezam/gomashio
300ml wrzątku
Brokuła
dzielimy na kwiaty, cebulę kroimy w pióra, brukselki na połówki a
boczniaki "drzemy" na nitki wzdłuż blaszek. Warzywa wrzucamy do
gotującej wody z 2 łyżkami pasty tajskiej lub miso i gotujemy razem z
makaronem na dużym ogniu przez 3-4 min (warzywa mają być sparzone, a nie
rozgotowane). Dodajemy sok z cytryny/limonki, sezam i pieprz, jeżeli
mamy na stanie to można dorzucić liście świeżej kolendry albo szczypior.
Zupa jest impresją stworzoną z zawartości lodówki i ratuje mnie w
różnych sytuacjach, tak więc warzywa polecam jak najbardziej sezonowe,
cukinia, sparzony pomidor, kwiaty kalafiora lub szpinak też dadzą radę.
ໃນຕອນກາງຄືນທີ່ດີ - naitonkangkhun thidi - dobranoc w lao
ໃນຕອນກາງຄືນທີ່ດີ - naitonkangkhun thidi - dobranoc w lao
piątek, 29 marca 2013
ostry KREM TAJSKI
Tydzień zaczęłam od zupy i na zupie skończę. Nawet kolorystyka będzie
zbliżona. Zaczynają za mną pełzać azjatyckie smaki. Mroźno na zewnątrz, a taki krem z tajską nutą to dobry rozgrzewacz, w kraju gdzie chilli nie żałuje się nikomu ostrość to podstawowa kuchenna wartość. Znalazłam przywiezione przyprawy i zabrałam się do odkrywanie ich kompozycji na nowo. Nie odtworzę
dokładnie tego jak jadłam. Na smak ma wpływ atmosfera, nastrój, okolica i
okoliczności, nie mówiąc już o tym, że wiele składników jest u nas nie
dostępnych albo przeleżały tyle w kontenerach, że z formą wyjściową mają
nie wiele wspólnego. Jednak kuchnia lubi kreację więc delikatne fusion
zawsze jest mile widziane. Można próbować, bawić się, zestawiać smaki na
nowo albo na wspak, dla mnie to jeden z najfajniejszych aspektów
gotowania. Kojarzy mi się z malarstwem które narzuca narzędzia ale daje
wolność w linii, strukturze i kolorze. Istnieje podstawowy schemat
jednak dalej tworzy się już własnym torem, odkrywa uczucia, emocje i
potrzeby. Reaguje na okoliczności i przetwarza te dane na nowe formy.
Tak powstają najlepsze dzieła czy to kulinarne czy artystyczne.
porcja na 4 duże michy (będzie ostro)
1 mały kalafior
1 cukinia
2 pory
2 łyżeczki green curry paste (dodawać ostrożnie, ponieważ mają różną intensywność)
2 cm korzenia imbiru
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 l bulionu warzywnego
4 łyżki sosu sojowego
pieprz syczuański lub chilli
mleko kokosowe
2 dorodne marchewki
1/2 limonki
W
dużym garze gotujemy kalafior, cukinię i pory razem z bulionem, pastą
curry, imbirem, sosem sojowym i olejem. Kiedy wszystko zmięknie
miksujemy na gładki krem. Marchewki ścieramy na tarce z małymi oczkami i
obficie skrapiamy sokiem z limonki. Krem przelewamy do misek, dodajemy
mleko kokosowe i kulkę marchwi na środku. Chilli lub pieprz proponuję
postawić na stolę ponieważ zupa sama w sobie jest ostra. Do przybrania
polecam świeżą kolendrę albo mięte.
สุขภาพ - na zdrowie :)
poniedziałek, 25 marca 2013
KREM Z BIAŁYCH WARZYW z zieloną nutą
Lubię
monochromatyczne pejzaże, Alpy zimą, Pamir latem, jeden kolor w wielu
odmianach. Rozpiętość barwy od bieli do czerni przez wszystkie etapy
nasycenia, setki możliwości. Kolor światła, atmosfera, nastrój,
przejrzystość powietrza, nieskończona ilość konfiguracji przy minimalnej
ilości środków. Wielu twórców wykorzystywało ten motyw nadając mu różne
znaczenie, Opałka dodał element czasu, Rothko przenikanie.
Mroźne
poranne powietrze zimą wychładza i zmniejsza głębię ostrości, ciepłe
światło zachodu na równiku stwarza złudzenia wszechobecnego pożaru. W
Warszawie nieustająco zima, wszystko lekko zaszronione, zziębnięte,
wychłodzone, barwy są zimne nie zależnie od pory dnia, wstaję i chce mi
się w góry, jeszcze na śnieg, jeszcze na puch. Z tej tonacji wyszła zupa
z białych warzyw, delikatnie muśnięta zielenią. Jeszcze kremowa i
ciężka ale już doprawiona świeżością.
4 do 6 porcji w zależności od wielkości miski:
1/2 selera
2 pietruszki
6 młodych ziemniaków
1/2 cukinii
2 łyżeczki przyprawy podlaskiej
2 łyżeczka soli
1 ząbek czosnku
1l gorącej wody
1 łyżka oleju
kiełki
gomashio do smaku
przepis na gomashio (mieszanka przypraw z Japonii, używana do wszystkiego jako zamiennik soli):
300 g sezamu
300 g siemienia lnianego
sól w proporcji 1:8 - najlepiej kopalniana, nierafinowana
Na
nagrzanej patelni najpierw prażymy sól, po chwili dodajemy nasiona.
Kiedy nasiona się rozgrzeją zaczną strzelać, prażymy na średnim ogniu
ciągle mieszając (uwaga aby nie spalić). Po ok 8 min zestawiamy z gazu i
po ostygnięciu mielimy w makutrze aż połowa nasion utrze się na proch.
Przechowujmy w szczelnym słoiku i dodajemy do czego dusza zapragnie.
Przyprawy
razem z przeciśniętym ząbkiem czosnku podgrzewamy w garnku na oleju aż
zaczną pachnieć. Selera, pietruszkę i ziemniaki kroimy w kostkę,
następnie mieszamy z przyprawami i dusimy z minimalną ilości wody ok 3
min. Dolewamy resztę wody i gotujemy do zmięknięcia warzyw. Zdejmujemy z
gazu, dodajemy surową posiekaną cukinię (odłóżcie kilka plastrów do
ozdoby) i miksujemy na gładki krem. Rozlewamy do talerzy, przybieramy
kiełkami i cukinia oraz dodajemy gomashio. Pałaszujemy puki gorące :).
piątek, 8 marca 2013
SMAK LADAKHU czyli pocztówka z podróży
Czym dłużej siedzę w jednym miejscu tym bardziej tęsknie za plecakiem oraz prostym życiem, gdzie droga i namiot stanowią codzienność. Kilka miesięcy w domu i świerzbią mnie nogi, już bym gdzieś poszła, coś zobaczyła i bardzo się zmęczyła. Wspięła się na jakąś górkę, wykąpała w bardzo zimnej rzece i poznała nową kulturę. I jeszcze dobrze nie osiadłam, a już gdzieś w zakamarkach umysłu kiełkuje kolejny pomysł, najpierw zmienia się tematyka czytanych książek, potem muzyka, która leci z głośnika, powoli na biurku pojawiają się mapy i w ruch idzie cała logistyka. Może jeszcze nie jutro, ale już za parę chwil za chwil parę .... A tymczasem zupa, sycąca, gęsta, przyjemnie ostra. Rozgrzewa w zimne dni, czasem w drodze jest jedynym posiłkiem. W poszukiwaniu smaku gór, ducha Tybetu i kolejnych podróży małych i dużych. DZULAJ (bywaj zdrów) jak to mawiają na Dachu Świata.
Ilość na cztery duże michy:
1 kubek czerwonej soczewicy
2 cebule
1/2 kg ziemniaków
1 duża marchewka
3 pomidory
3 kubki ciepłej wody
3 kubki ciepłej wody
2 łyżki oleju
2 łyżeczki tandori masali
2 łyżeczki kminu rzymskiego
1 łyżeczka kebab masali
1 łyżeczka czarnej soli
Soczewicę namaczamy w dwóch kubkach wody przez co najmniej dwie godziny, płuczemy i w dużym garze gotujemy na małym ogniu w 3 kubkach ciepłej wody aż do rozgotowania, miksujemy na gładko. Sparzamy pomidory i obieramy ze skórki, pokrojone w kostkę dodajemy do soczewicy. Resztę warzyw kroimy w spore kawałki, razem z przyprawami i olejem smażymy na patelni, najpierw na dużym ogniu, tak aby tłuszcz i przyprawy stworzyły masalę (musi zacząć mocno pachnieć i się zarumienić), po czym przykrywamy. Dusimy na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając, tak aby nie przywarło. Kiedy warzywa zmiękną (ważne aby się nie rozgotowały) dodajemy cała zawartość patelni do gara, zagotowujemy i po ok. 2min. rozlewamy do misek. Można przybrać pietruszką albo kolendra. (Bardzo smaczna jest też następnego dnia kiedy wszystkie smaki "przegryzą się"). Danie jednogarnkowe i na obiad, i na kolację :).
środa, 6 marca 2013
POROWA na białym winie
Bardzo lubię wino. Zdecydowanie czerwone, wytrawne, ciężkie i oleiste, najchętniej Primitivo di Manduria, ale jego już nie dolewam do potraw. Takie wino się smakuję, docenia, czasem samemu, a czasem w doborowym towarzystwie. Jednak w kuchni wykorzystuję napój bogów z białych winogron, który w gotowaniu sprawdza się idealnie. Lekki riesling nadaje zupom wytrawny, głęboki smak, a słodki muscat zastępuję cukier w deserach. Rieslingi kojarzą mi się z Berlinem. Miastem o największym skupisku artystów na metr kwadratowy, niemożliwą ilością niszowych wernisaży co weekend i światowymi wystawami kilka razy w roku. Stolicą młodych ludzi i świeżych pomysłów, eko stylu i slow life, rowerów i smaków tysiąca i jednej nocy. Berlin to galerie na dworcach, design na squatach i jedzenie z przyczep kempingowych. Tam nic nie dziwi, ale wszystko zaskakuje. Wystawa 100 płócien każdego w innym kolorze - proszę bardzo, wino w zupie, sushi i suflecie - nie ma sprawy, hamaki nad ulicą - nic prostszego. Miasto dla ludzi - jeśli jeszcze nie byliście POLECAM, a tym czasem krem z porów z rieslingiem.
Porcja na 4 spore miski:
2 pory
4 ziemniaki
1/2 cukinii
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka morskiej soli
1 łyżeczka białego pieprzu
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka rozmarynu
1/2 l kubek wina
1/2 l wody
+ natka pietruszki lub inne świeże zioła
Posiekane warzywa wrzucamy do dużego gara, dodajemy przyprawy i oliwę, podgrzewamy i dolewamy odrobinę wody mieszając całą zawartość. Przykrywamy i przez 5 min. dusimy na średnim ogniu. Następnie dolewamy resztę wody i gotujemy, aż warzywa będą pół twarde, następnie dodajemy wino i dusimy na małym ogniu, aż pory się rozpadną. Miksujemy na gładki krem. Podajemy z dużą ilością natki pietruszki i kieliszkiem wina :)
PROST!
piątek, 1 marca 2013
MARCHEWKOWA w kolorze siena palona
Pierwszy raz zupę marchewkową jadłam z moją mamą w Sienie, podczas dwutygodniowej eskapady po włoskich winnicach i zabytkach, w poszukiwaniu sekretu Dolce Vita. To akurat w tym renesansowym mieście trafiłyśmy na doroczny rajd starych sportowych samochodów, a że obydwie lubimy cztery kółka przez kilka godzin niczym zaczarowane obserwowałyśmy główny plac który zamienił się w prawdziwe muzeum motoryzacji. Był Aston Martin i Triumph Spitfire, Daimler Conquest Century i AC Cobra, wszystkie piękne, błyszczące i z klasą jakiej próżno szukać w futurystycznych projektach jutra. Jednak po tych kilku godzinach w pełnym słońcu i pełnych atrakcji zaczęłyśmy błądzić po małych sieneńskich uliczkach w poszukiwaniu smacznych zapachów. Jedna z wielu podobnych kamienic o fasadzie w słynnym kolorze nawiązującym do nazwy miasta kryła mała wielopokoleniową restaurację, gdzie szefostwo kuchni właśnie przeją młody syn, pełen zapału i ciekawych pomysłów na to, jak zmodyfikować kuchnię włoską. Karta miała kilka pozycji, wnętrze było all white, tylko na parapetach stały donice z ziołami, każda potrawa wyglądała jak mała dekoracja. Zupa marchewkowa była rewelacyjna.
W drodze powrotnej do samochodu, w przejściu podziemnym całe ściany były wyłożone kafelkami, białymi standardowymi płytkami 10x10cm, każdą płytkę ozdobił inny artysta. Mała rzecz a cieszy.
na duży gar zupy - cztery porcje
6 marchewek
1/2 selera
1 pietruszka
1,5 l bulionu warzywnego (w wersji ekspresowej 1,5l wody i 1,5 kostki wegetariańskiej)
2 łyżki chana masali
6 łyżek sosu sojowego
3 cm korzenia imbiru
1/2 łyżeczka gorczycy
1/2 łyżeczki kminu indyjskiego
1 łyżka soku z cytryny
olej
+ kiełki brokułów/lucerny
+ nasiona słonecznika
W dużym garze na łyżce wybranego oleju podgrzewamy wszystkie przyprawy aż zaczną pachnieć, następnie wsypujemy posiekane warzywa i dusimy w małej ilości bulionu, po ok 5 min. dolewamy resztę bulionu i na małym ogniu gotujemy do zmięknięcia. Miksujemy na gładką papkę i dodajemy sok z cytryny.
Ja podawałam ze śmietaną z orzechów laskowych (namoczoną garść orzechów miksujemy na gładką masę z gorącą wodą, sokiem z cytryny, solą i pieprzem) kiełkami i nasionami słonecznika, które można wcześniej podpiec na gorącej patelni (bez tłuszczu).
bon appetit
wtorek, 26 lutego 2013
SOBA made in Poland
Moi przyjaciele niebawem ruszają w podróż do Japonii, usiadłam więc do komputera i zaczęłam im przygotowywać listę miejsc, które koniecznie muszą zobaczyć i smaków, których nie mogę nie spróbować. A ponieważ miałam i chwilę czasu, i nadmiar energii twórczej szybko powstał plan podróży i dawno nie widziane danie.
W Japonii przez cztery tygodnie obserwowałam codzienne życie, nie tylko w ogromnych metropoliach jak Tokio, świętych miejscach jak Koyasan, ale także i na małych wioskach. Wszędzie urzekła mnie waga jaką przykłada się tam do gotowania, podawania potraw i etykiety jedzenia. Byłam zauroczona całymi galeriami pełnymi pałeczek, czarek do herbaty i drewnianych tac do sushi. W Kioto zamieszkałam u byłego mnicha, który uczył mnie Ceremonii Herbaty i pozwalał ze sobą gotować. I choć według wielu wegan i wegetarian nie jest to najłatwiejszy dla nas kraj, to jak się dobrze poszuka można znaleźć mnóstwo inspiracji i genialnej lekkiej kuchni. Choć przyznaję, bywa ona czasochłonna.
Poza kuchnią, jestem rozmiłowana w całej japońskiej estetyce Zen, od kaligrafii, przez architekturę po kamienne ogrody. Lubię czystość formy i precyzję każdego detalu, szacunek do materiału z jakiego się tworzy oraz zgodę na jago przemijanie. "Kamienne nieruchome ciało, nie ma niczego co by się nie poruszało"
SOBA czyli makaron gryczany, tym razem w bulionie z grzybów shitake.
Porcja dla dwóch głodnych osób jako danie główne.
etap 1 - proponuję zrobić wieczorem dzień wcześniej
4 grzyby shitake
4 pokrojone ząbki czosnku
0,6 l gorącej wody
4 łyżki sosu sojowego
2 szczypty pieprzu syczuańskiego (opcjonalnie)
Wszystkie składniki zalewamy w garnku gorącą wodą i odstawiamy na noc pod przykryciem.
200-250g kostka tofu
sos teriyaki
Kroimy tofu w grube plastry i zalewamy sosem, wkładamy na co najmniej 12h do lodówki, jeżeli lubicie ostre smaki można dodać pieprz syczuański, chilli i przeciśnięty ząbek czosnku.
etap 2 - przygotowanie dania
1 wiązka makaronu gryczanego soba (zwyczajowo makaron w opakowaniu jest wiązany w porcje, jeśli nie 1/4 opakowania)
1/4 cukinii
8 brukselek
kiełki (np. brokuła)
sezam
Makaron gotujemy wedle wytycznych na opakowaniu. Bulion z grzybów zagotowujemy i gotujemy na wolnym ogniu 8-10 min., następnie wyjmujemy grzyby i sprawdzamy czy jest wystarczająco słony w razie potrzeby dodajemy sos sojowy. Cukinie kroimy na ćwiartki, brukselkę na połówki i gotujmy na parze tak aby zachowały kruchość (można do wody dodać odrobinę sosu sojowego i wędzonej papryki). Na rozgrzanej patelni z wybranym olejem z domieszką oleju sezamowego smażymy plastry tofu, tak aby z każdej strony przybrały złoty kolor a skórka stała się chrupiąca.
W dużej misce najpierw nakładamy makaron, ma którym układamy skwierczące tofu, ostrożnie dolewamy bulion, po bokach lądują warzywa a wszystko przybrane jest kiełkami i sezamem.
Musicie mi uwierzyć to danie jest warte tyle zachodu :)
十分に召し上がれ - Jūbun ni meshiagare - smacznego
środa, 20 lutego 2013
KREM Z BURAKÓW I PORÓW czas zacząć
Kilka miesięcy temu za siedmioma górami i siedmioma lasami, w starożytnym mieście Angkor Thom obiecałam kilku osobom, że zacznę pisać o jedzeniu. Byłam od kilku miesięcy w podróży po Azji i od kilku tygodni w drodze z nową grupą znajomych, z którymi toczyliśmy niekończące się rozmowy o tym co, z czym i jak byśmy zjedli. Zachęcali mnie i dopingowali, jednak po powrocie dużo się działo, ale dziś po 3 miesiącach postanowiłam, że już czas. Tak więc gotowi, do garów START!
Krem z buraków i porów:
2 dorodne buraki
4 pory
4 ząbki czosnku
2cm korzenia imbiru
1 łyżka oleju kokosowego
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka masali tandori
1 łyżeczka białego pieprzu
5 łyżek sosu teriyaki lub sosu sojowego
1l gorącej wody
3 łyżki soku z cytryny
mleko kokosowe
sezam
liski świeżej kolendry
W dużym garze na rozgrzany olej wrzucamy przyprawy (robimy masale), w momencie gdy zaczną mocno pachnieć dorzucamy posiekane drobno warzywa i mieszamy przez około minutę, następnie dolewamy odrobinę wody i przykrywamy tak aby przez chwile się podusiło i przeszło swoim zapachem, dolewamy wodę (może być już gorąca z czajnika) i gotujemy aż warzywa zmiękną.
Zestawiamy z ognia i miksujemy na gładką masę/krem, dodajemy sok z cytryny i mieszamy, można doprawić jeśli któryś smak jest zbyt słaby.
Rozlewamy do talerzy (3-4 miski), na każdej porcji robimy kleksa z mleka kokosowego, posypujemy sezamem i przybieramy kolendrą.
Smacznego! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








