piątek, 29 marca 2013

ostry KREM TAJSKI

Tydzień zaczęłam od zupy i na zupie skończę. Nawet kolorystyka będzie zbliżona.  Zaczynają za mną pełzać azjatyckie smaki. Mroźno na zewnątrz, a taki krem z tajską nutą to dobry rozgrzewacz, w kraju gdzie chilli nie żałuje się nikomu ostrość to podstawowa kuchenna wartość. Znalazłam przywiezione przyprawy i zabrałam się do odkrywanie ich kompozycji na nowo. Nie odtworzę dokładnie tego jak jadłam. Na smak ma wpływ atmosfera, nastrój, okolica i okoliczności, nie mówiąc już o tym, że wiele składników jest u nas nie dostępnych albo przeleżały tyle w kontenerach, że z formą wyjściową mają nie wiele wspólnego. Jednak kuchnia lubi kreację więc delikatne fusion zawsze jest mile widziane. Można próbować, bawić się, zestawiać smaki na nowo albo na wspak, dla mnie to jeden z najfajniejszych aspektów gotowania. Kojarzy mi się z malarstwem które narzuca narzędzia ale daje wolność w linii, strukturze i kolorze. Istnieje podstawowy schemat jednak dalej tworzy się już własnym torem, odkrywa uczucia, emocje i potrzeby. Reaguje na okoliczności i przetwarza te dane na nowe formy. Tak powstają najlepsze dzieła czy to kulinarne czy artystyczne. 

porcja na 4 duże michy (będzie ostro)

1 mały kalafior
1 cukinia
2 pory
2 łyżeczki green curry paste (dodawać ostrożnie, ponieważ mają różną intensywność)
2 cm korzenia imbiru
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 l bulionu warzywnego
4 łyżki sosu sojowego
pieprz syczuański lub chilli
mleko kokosowe
2 dorodne marchewki
1/2 limonki

W dużym garze gotujemy kalafior, cukinię i pory razem z bulionem, pastą curry, imbirem, sosem sojowym i olejem. Kiedy wszystko zmięknie miksujemy na gładki krem.  Marchewki ścieramy na tarce z małymi oczkami i obficie skrapiamy sokiem z limonki. Krem przelewamy do misek, dodajemy mleko kokosowe i kulkę marchwi na środku. Chilli lub pieprz proponuję postawić na stolę ponieważ zupa sama w sobie jest ostra. Do przybrania polecam świeżą kolendrę albo mięte. 

สุขภาพ - na zdrowie :)

czwartek, 28 marca 2013

SOS ORZECHOWY smażony ryż i dodatki

Dziś wszystko na wspak, obiad na śniadanie i kawa na kolację. Wstałam z ogromnym smakiem na coś smażonego, o istnieniu ryżu zapomniałam jakiś czasu, bo kasza, makarony, płatki i ziemniaki. Ale taki smażony ryż, chrupiący, aromatycznym hmmm, to było to, na robienie pilawu nie było czasu, ale ostał się w lodówce sos orzechowy i garść świeżego szpinaku. Kilka składników, chwila roboty i mój wymarzony "obiad śniadaniowy" był gotowy. Zaspokoiłam tą przedziwną potrzeba do syta, trzeba się czasem rozpieszczać :).

sos orzechowy
ilość na 4 porcji (użyty dzień wcześniej do makaronu z brokułami na parze)

3 grzyby shitake
1 kubek orzechów włoskich
2 kubki ciepłej wody
1 kostka warzywna (lub 2 kubki wywaru warzywnego)
4 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka miodu

Grzyby z orzechami gotujemy w bulionie (lub wodą z kostką) na wolnym ogniu przez 15min. Wyjmujemy grzyby, dodajemy resztę składników i miksujemy na gładki sos, można przyprawić świeżym pieprzem. W lodówce może wytrzyma max. 2 dni, ale najlepiej spożyć na świeżo.

ryż na 2 porcje

1/2 szklanki ryżu
1 łyżeczka asafetydy
2 łyżki sosu sojowego
2 garści szpinaku
2 łyżki oleju sezamowego
czarne oliwki

Ryż gotujemy w osolonej wodzie w stosunku 1:2. Ugotowany przekładamy na patelnię z rozgrzanym olejem, dodajemy przyprawy i smażymy ok 5 min aż wszystko nabierze złotego koloru. Dodajemy szpinak i mieszamy jeszcze ok 2 min. Nakładamy na talerze robiąc dołek w górce ryżu, we wgłębienie wlewamy podgrzany sos i dodajemy oliwki w ilości zgodnej ze smakiem. Można sprószyć sezamem. Smakuje świetnie nawet o 7 rano :).

środa, 27 marca 2013

POMIDOROWE smarowidło

Tortille, pity, suchary i ciężkie chleby, do warzyw, makaronów i sałat, smarowidło do wszystkiego. Wyszły trzy słoiki pożarte w trzy dni. Szybko i smacznie. Jako baza do sosu czy główny składnik kanapek. Suszone pomidory przywołały smak słońca i Włoch, tych północnych górskich i tych południowych kalabryjskich. Pieczarki dały grzybowy posmak lasu, a rozmaryn przypomniał o nadchodzącej wiośnie. Ekspresowa realizacja w przerwie na lunch, bo zachciało mi się kanapek, obraz podsunął kolorystykę, kolor nakręcił smak, zapach stanowił pointe.

2 cebule
200 g pieczarek
20 suszonych pomidorów
4 łyżki słonecznika
3 łyżki oleju z suszonych pomidorów
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka ziół prowansalskich
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
10 listków świeżego rozmarynu (+ do kanapek)

Drobno posiekaną cebulę szklimy na oleju razem z pieczarkami, sosem sojowym, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Smażymy na średnim ogniu ciągle mieszając, aż grzyby puszczą sok i nabiorą ciemnego koloru, a cebula złotej barwy. W wysokim naczyniu blendujemy zawartość patelni z suszonymi pomidorami, słonecznikiem i rozmarynem do uzyskania jednolitej, gładkiej masy. Studzimy i przekładamy do wygotowanych słoików. Można trzymać do tygodnia w lodówce. Na kanapkach sprawdza się świetnie jeszcze z kilkoma listkami rozmarynu albo bazylii, w wersji lunchowej zmieszałam z makaronem żytnim i świeżym szpinakiem. Pomysłów bezliku więc dla każdego jak lubi!

wtorek, 26 marca 2013

TARTA SZPINAK/PIECZARKI pod pierzyną

Znowu w drodze. 20h w Trójmieście. Morze ciekawych koncepcji. Energia działania, burza mózgów i nowe możliwości. Pomysł wystawy zrodził się nagle, nabrał realnych kształtów z upływem czasu i zrealizuje się w przestrzeni już niebawem. Nie ma rzeczy niewykonalnych, celów nieosiągalnych i pomysłów niemożliwych. Przesuwam horyzont kilka cali dalej. Tworze. Kreacja udzieliła mi się również w kuchni. Nowa tarta. Tak dużo składników jak myśli spiętych w jedną całość. Danie dla grona znajomych albo całej rodziny. Czyste szaleństwo smaku w trzech warstwach. Spróbujcie!

ciasto
1 kubek mąki żytniej lub orkiszowej
1/2 kubka kaszy manny
2 łyżki otrębów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki oleju z suszonych pomidorów
1/2 łyżeczki czarnej soli
1 łyżeczka majeranku
ok 1/2 kubka ciepłej wody

+ olej i otręby do wysmarowania formy

Wszystkie składniki mieszamy w misce do uzyskania gładkiej masy, wodę dodajemy stopniowo, ciasto ma być zwarte i odchodzić od miski. Całość przekładamy do formy (ok. 20x30cm) wysmarowanej olejemy i obsypanej otrębami. Robimy wysoki rant na co najmniej 3 cm.

farsz
16 pieczarek
150 g szpinaku
140g czarnych oliwek
3 ząbki czosnku
100g (ok 1/2 słoika) odsączonych suszonych pomidorów
2 łyżeczki ziół prowansalskich

PS. Myślę, że farsz może być przeglądem zawartości lodówki, jeśli nie macie pieczarek to sprawdzi się i brokuł i bakłażan :)

Pieczarki kroimy na połówki. Szpinak z posiekanymi oliwkami i przeciśniętym czosnkiem przesmażamy na patelni ok 2min aby puścił sok. W wysokim naczyniu blendujemy zawartość patelni z suszonymi pomidorami i ziołami. Pieczarki układamy gęsto w formie i przykrywamy masą ze szpinaku i pomidorów.

pierzyna
2 garści orzechów laskowych
1 łyżeczka rozmarynu
sól i świeżo mielony pieprz
1 łyżka oleju z suszonych pomidorów
kilka kropli soku z cytryny
3/4 kubka wody

Całość miksujemy na gładki płyn ok 5 min, następnie zalewamy zawartość formy czyli dwie wcześniejsze warstwy. Wszystko suto zasypujemy słonecznikiem albo dynią. Pieczemy 45min na 180st. termoobieg.

SMACZNEGO :)

poniedziałek, 25 marca 2013

KREM Z BIAŁYCH WARZYW z zieloną nutą

Lubię monochromatyczne pejzaże, Alpy zimą, Pamir latem, jeden kolor w wielu odmianach. Rozpiętość barwy od bieli do czerni przez wszystkie etapy nasycenia, setki możliwości. Kolor światła, atmosfera, nastrój, przejrzystość powietrza, nieskończona ilość konfiguracji przy minimalnej ilości środków. Wielu twórców wykorzystywało ten motyw nadając mu różne znaczenie, Opałka dodał element czasu, Rothko przenikanie. 

Mroźne poranne powietrze zimą wychładza i zmniejsza głębię ostrości, ciepłe światło zachodu na równiku stwarza złudzenia wszechobecnego pożaru. W Warszawie nieustająco zima, wszystko lekko zaszronione, zziębnięte, wychłodzone, barwy są zimne nie zależnie od pory dnia, wstaję i chce mi się w góry, jeszcze na śnieg, jeszcze na puch. Z tej tonacji wyszła zupa z białych warzyw, delikatnie muśnięta zielenią. Jeszcze kremowa i ciężka ale już doprawiona świeżością.

4 do 6 porcji w zależności od wielkości miski:

1/2 selera
2 pietruszki
6 młodych ziemniaków
1/2 cukinii
2 łyżeczki przyprawy podlaskiej
2 łyżeczka soli 
1 ząbek czosnku
1l gorącej wody
1 łyżka oleju
kiełki
gomashio do smaku

przepis na gomashio (mieszanka przypraw z Japonii, używana do wszystkiego jako zamiennik soli):

300 g sezamu
300 g siemienia lnianego
sól w proporcji 1:8 - najlepiej kopalniana, nierafinowana

Na nagrzanej patelni najpierw prażymy sól, po chwili dodajemy nasiona. Kiedy nasiona się rozgrzeją zaczną strzelać, prażymy na średnim ogniu ciągle mieszając (uwaga aby nie spalić). Po ok 8 min zestawiamy z gazu i po ostygnięciu mielimy w makutrze aż połowa nasion utrze się na proch. Przechowujmy w szczelnym słoiku i dodajemy do czego dusza zapragnie.

Przyprawy razem z przeciśniętym ząbkiem czosnku podgrzewamy w garnku na oleju aż zaczną pachnieć. Selera, pietruszkę i ziemniaki kroimy w kostkę, następnie mieszamy z przyprawami i dusimy z minimalną ilości wody ok 3 min. Dolewamy resztę wody i gotujemy do zmięknięcia warzyw. Zdejmujemy z gazu, dodajemy surową posiekaną cukinię (odłóżcie kilka plastrów do ozdoby) i miksujemy na gładki krem. Rozlewamy do talerzy, przybieramy kiełkami i cukinia oraz dodajemy gomashio. Pałaszujemy puki gorące :).

piątek, 22 marca 2013

MIEJSKI LUNCH


Z jedzeniem na mieście bywa różnie, nie w każdej knajpie w ogóle jest coś do zjedzenia, w niektórych teoretycznie coś serwują, ale czasem lepiej nie wiedzieć co, a w jeszcze innych proponowana kuchnia nie jest tym na co aktualnie ma się ochotę. Często też ulubione jadłodajnie są kompletnie nie po drodze i w codziennej gonitwie trudno się do nich dostać. A jeść trzeba, w końcu to nie tylko przykry obowiązek ale też wielka radocha. Jestem specjalistką od zabierania jedzenia ze sobą, lunch boxy to moja specjalność i powoli uczę tego wszystkich mi bliskich. Co prawda czasem jem w samochodzie, ale o ile tylko okoliczność przyrody pozwalają mam piknik w parku albo w otoczeniu naprawdę dobrej architektury. Po za tym doskonale wiem co wpakowałam do tego mojego pudełka i niezależnie czy są to elementy wczorajszego obiadu czy jakiś owocowy mus zrobiony przed samym wyjściem to wiem co jem. Dziś wersja kanapkowa z kotletami marchewkowymi.

Porcja na ok. 8 kotletów (w zależności od wielkości)

2 marchewki
3 łyżki kaszy manny
4 łyżki mąki żytniej
1/3 kubka ciepłej wody
4 łyżki sosu sojowego
1 cebula
1 łyżka oleju
1 łyżeczka kminu
1 łyżeczka żółtego curry
+ otręby

Marchewkę ścieramy na tarce o małych oczkach. Cebulę drobno siekamy i smażymy na złoto na oleju z sosem sojowym. W misce mieszamy wszystkie składniki razem z cebulą i marchewką do uzyskania zwięzłej masy.  Na głęboki talerz wysypujemy otręby w których obtaczamy kotlety (ja ukręcam kulkę w dłoniach i obtoczone w otrębach spłaszczam dopiero na patelni). Kotlety smażymy na małym ogniu z niewielką ilością oleju, do momentu ze złocenia się po obu stronach. Usmażone odkładamy na pergamin bądź ręcznik papierowy aby odsączyć nadmiar tłuszczu.

Doskonałym uzupełnieniem do kotletów jest humus albo guacamole. Ponieważ znalazłam na parapecie jeszcze jedno zielone "jajo" na warsztat poszła opcja druga w wersji lekko stuningowanej.

Pasta z awokado:

1 mały pomidor
1/2 awokado
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka soku z cytryny
sól+pieprz

Pomidor sparzyć i obrać ze skórki, pokroić w kostkę i razem z awokado ugnieść widelcem, dodać cytrynę oraz przeciśnięty czosnek, posolić i popieprzyć do smaku, dokładnie wymieszać, używać na świeżo.

W wersji lunchowej do kotletów doszedł chleb żytni na zakwasie, kilka liści świeżego szpinaku (idealna jest też rukola) oraz pestki dyni. W każdym razie to co znajdziecie pod ręką. Smacznego!

czwartek, 21 marca 2013

BURACZANY detox

21 marca Wiosna, Wiosna, Wiosna ach to ty! No właśnie i gdzież ona? Za oknami śnieg, rano -9 stopni na termometrze. Na nartach pogoda wymarzona w mieście niekoniecznie. Ale aby nie marudzić i zafundować sobie zastrzyk energii z samego rana ruszam z programem detox. Co roku wiosną na tydzień przerzucam się na świeże soki, częściej warzywne niż owocowe. Koniec zimy obfituje jeszcze w jędrne buraki i selery, więc witamin i innych mikroelementów pod dostatkiem. Korzystając z mądrości ludowych i starych zwyczajów przednówek jest dobry na lekką "odtrutkę". Dziś zaczęłam od krwistego likieru, kolor ma naprawdę głęboki i lekko wytrawy smak. Na zdrowie i do dna.

2 buraki (wspomaga prawidłowe funkcjonowanie wątroby i przewodów żółciowych)
200g świeżego szpinaku (właściwości antynowotworowe i przeciwmiażdżycowe)
tynowotworowe i chronią przed miażdżycą

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Wlasciwosci-lecznicze-szpinaku-liscie-szpinaku-chronia-przed-rakiem-i-miazdzyca_37396.html
właściwości antynowotworowe i chronią przed miażdżycą

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Wlasciwosci-lecznicze-szpinaku-liscie-szpinaku-chronia-przed-rakiem-i-miazdzyca_37396.html
właściwości antynowotworowe i chronią przed miażdżycą

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Wlasciwosci-lecznicze-szpinaku-liscie-szpinaku-chronia-przed-rakiem-i-miazdzy)
1 jabłko (reguluje przemianę materii)
gałązka rozmarynu (podwyższenie sprawności i wzmocnienie organizmu)

ntynowotworowe i chronią przed miażdżycą

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Wlasciwosci-lecznicze-szpinaku-liscie-szpinaku-chronia-przed-rakiem-i-miazdzyca_37396.html
Sokowirówka w ruch, gałązka do zamieszana, a następnie oskubania. Wypić natychmiast :)