Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miso. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 kwietnia 2013

zupa MISO

Dziś przegrzebałam i uporządkowałam zawartość komputera, znajdując przy okazji niezliczoną ilość zdjęć prac o których istnieniu w ogóle zapomniałam. Czasem miała bym problem aby stwierdzić, że wyszły z pod mojej ręki. Nie przywiązuje się do prac i jestem bardzo szczęśliwa jak ludzie chcą mieć "moje rzeczy". Wiele obrazów oddałam, niektóre sprzedały się gdzieś na drugim końcu świata, inne wylądowały na śmietniku, a jeszcze jakieś nie wytrzymały próby czasu i rozpadły się w drobny mak. Moją domeną są kolaże, sprawia mi ogromną frajdę łączenie, kleje, spawanie, malowanie i szycie, szczególnie na płótnie. Co powoduje, że ciągle eksperymentuje, wykorzystując wszystko co wpadnie mi w ręce, zachwyci formą, kolorem albo strukturą. Rezultat jest taki, że niektóre eksperymenty nie schną, a inne się kruszą. Kasując kolejne foldery i tworząc nowe znalazłam zdjęcie pracy wykonanej na płótnie przy pomocy gipsu, wosku i lakieru. Po przegrzebaniu wszystkich czarnych skrzynek w mózgu uświadomiłam sobie, że ta praca przetrwałą, jest w moim posiadaniu i nawet wiem gdzie. Uśmiechałam się sama do siebie, ponieważ mimo tego, że ostała się w stanie opłakanym jest mi bliska, przypomina pierwsze podejścia do kultury wschodu i fascynacje tamtejszą estetyką. Na tej fali tych odkryć zrobiłam Miso, znów pokombinowałam i dodałam coś od siebie ale micha tej esencji Japonii jest warta małej zabawy, w sam raz na przerwę w pracy.

ilość na jedną porcję

250 ml gorącej wody
100 g makaronu udon albo soba (może być gotowy)
1 łyżka pasty miso
1 ząbek czosnku
2 pieczarki
1/3 marchewki
kiełki słonecznika
1/2 łyżeczki shichimi tougarashi
kilka kropli soku z cytryny

+ sezam albo gomashio

W niewielkim garnku zagotowujemy wodę, dodajemy pastę miso i mieszamy. Makaron umieszczamy bezpośrednio w zupie aby ugotował się od razu ze wszystkimi składnikami. Pieczarki koimy w cienkie paski, a marchewkę w słupki i dorzucamy do garnka razem z shichimi tougarashi  oraz sokiem z cytryny. Gotujemy 3 do 4 minut. Przekładamy do miski, dodajemy kiełki i sezam albo gomashio. Smacznego!

środa, 3 kwietnia 2013

nocna ZUPA

Wracam w nocy do domy, cały dzień w biegu, miejski maraton, torba urwała mi ramię, a obcasy wbiły nogi w cztery litery. W mieszkaniu cisza, tylko z okna widzę panoramę city, która zalotnie do mnie mruga. Stolica w nocy odpoczywa, jest senna i zmęczona, szuka wytchnienia, milczy. Jestem zmarznięta, trochę przez pogodę ale głównie ze zmęczenia. Jednak, tak nakręcona ilością wrażeń, że już wiem, że łatwo nie zasnę. W podróży w takim stanie ruszam w miasto w poszukiwaniu "food marketów", zawsze można znaleźć je na węch i słuch, to najbardziej gwarne miejsca po ciszy nocnej. Pełne garkuchni wystawionych prosto na ulicę uginają się od kociołków z jedzeniem, wszystko bulgocze, syczy i paruje. Nowe  smaki, zapachy i konsystencję. W żółtym świetle migających jarzeniówek czasem nie da się dojrzeć zawartości kotła. Sanepid na sam widok uciekł by z krzykiem, jednak bee bun'y, phad thai'e, sajgonki, curry masale, roti i dhale unoszą się w powietrzu i rozpływają w ustach. Zawsze smakują inaczej i niezmiennie stanowią obowiązkowy punkt kulinarnej podróży.

W tej ciszy czas się na chwilę zatrzymuję, zdrowe żywienie i zalecenia dietetyków brzmią jak suahili na Filipinach, nie jadłam prawie cały dzień i mój mózg nie może o tym zapomnieć. Siadam na krzesło albo raczej się na nie osuwam i jedną ręką włączam czajnik. Zamiast herbaty nalewam wrzątek do garnka, szybka zupa z indochińską nutą, na rozgrzanie i na dobry sen. Zjem coś przecież i tak nikt się nie dowie. 

1/4 brokuła
2 boczniaki
1/2 cebuli
2 brukselki
garść makaronu ryżowego w nitkach
2 łyżki pasty tajskiej Tom Kha lub pasty miso
1 łyżeczka soku z cytryny lub limonki
szczypta pieprzu syczuańskiego lub cayenne
sezam/gomashio
300ml wrzątku

Brokuła dzielimy na kwiaty, cebulę kroimy w pióra, brukselki na połówki a boczniaki "drzemy" na nitki wzdłuż blaszek. Warzywa wrzucamy do gotującej wody z 2 łyżkami pasty tajskiej lub miso i gotujemy razem z makaronem na dużym ogniu przez 3-4 min (warzywa mają być sparzone, a nie rozgotowane). Dodajemy sok z cytryny/limonki, sezam i pieprz, jeżeli mamy na stanie to można dorzucić liście świeżej kolendry albo szczypior. Zupa jest impresją stworzoną z zawartości lodówki i ratuje mnie w  różnych sytuacjach, tak więc warzywa polecam jak najbardziej sezonowe, cukinia, sparzony pomidor, kwiaty kalafiora lub szpinak też dadzą radę.

ໃນຕອນກາງຄືນທີ່ດີ - naitonkangkhun thidi - dobranoc w lao