wtorek, 6 sierpnia 2013

ZIELONY chłodnik

Poprzedni weekend był trudny, poskładało mnie choróbsko i najpierw nie maiłam ochoty jeść w ogóle a potem miałam smaki na różne dziwactwa. Było słodko-słono, czerwono, zielono i warzywnie z czekoladą. Szalałam w amoku gorączki, a aby się schłodzić wymyśliłam zielony chłodnik. Wyszedł lekko, sycąco i w bajecznym kolorze. W sam raz aby stanąć na nogi. ENJOY

ilość na 3-4 porcje

1 cukinia
1//2 brokuła
1 kostka warzywna
4 ząbki czosnku
1 ogórek gruntowy
1/2 pęczka pietruszki
1/2 litra wody
1/2 łyżeczki soli morskiej
łyżeczka soku z cytryny


wegański majonez

kiełki słonecznika

Cukinię i brokuł kroimy w kostkę. Zagotowujemy wodę z czosnkiem i kostką warzywną, dodajemy warzywa i na średnim ogniu gotujemy około 7-10 minut, tak aby zachować intensywny kolor warzyw ale również ich smak. Zestawiamy garnek z ognia i studzimy do temperatury pokojowej. Przekładamy całość do blendera, dodajemy pietruszkę, ogórka, sól, sok z cytryny i miksujemy ok 3 minut na wysokich obrotach do uzyskania gładkiej zupy krem. Nakładamy na talerze dodając do każdej porcji solidną łyżkę wegańskiego majonezu oraz kiełki. W przypadku tak drastycznych upałów jak ostatnio polecam dorzucić kilka kostek lodu. Smacznego!

środa, 31 lipca 2013

drożdżowe + OWOCE

Sezon na ciasta: świeże, lekkie i owocowe. Drożdżowe robiłam po raz pierwszy i wyszło bajeczne, okazało się proste i jedyne co było mu potrzebne do szczęścia to chwila na wyrośnięcie. Wszystko ukręciłam łyżką, a ciasto rozgniotłam na blasze ręką, nadając mu formę pizzy. Cały dom pachniał owocami, lasem i wakacjami. Ze szklanką zimnego mleka migdałowego powstał słoneczny podwieczorek w kolorze ciemnego bakłażana. Z własnego doświadczenia proponuję go przygotować w towarzystwie lub dla gości, inaczej tak jak ja sami skonsumujecie pół blachy. Nie jestem słodyczowa ale nie mogłam się oderwać. 

W tej samej tonacji namalowałam kiedyś obraz Tamara. Osiem lat temu byłam zafascynowana Tamarą Łempicką (lub de Lempicki jak lubiła się podpisywać) . Jej wyzwolonym życiorysem, rzeźbiarskim malarstwem i niepodważalną klasą. Polka z której można było być dumnym. Muzeum Narodowe w Warszawie wyeksponowało aktualnie jeden z jej niewielkich obrazków w Galerii XX wieku, POLECAM (cała galerię).


płaska blacha z piekarnika, 180 st., termoobieg, 30 min

zaczyn:

25 g świeżych drożdży
1 szklanka ciepłej wody
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżka mąki żytniej

ciasto:

1/4 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki oleju
3 szklanki mąki żytniej
2 łyżki mleka kokosowego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/3 łyżeczki tea masali

150 g jagód
2 brzoskwinie
1 łyżka sezamu lub wiórków kokosowych
2 łyżki syropu z agawy lub klonowego

W niewielkiej misce mieszamy składniki na zaczyn i zostawiamy na 15 min do wyrośnięcia. W dużej misce mieszamy cukier, olej, mleko kokosowe i przyprawy. Następnie dodajemy mąkę oraz zaczyn i mieszamy łyżką do uzyskania zwięzłego ciasta. Przykrywamy ścierką i pozostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Mieszamy jagody z pokrojonymi w kostkę brzoskwiniami, dodajemy słód i sezam/wiórki. Blachę z piekarnika pokrywamy papierem do pieczenia, przekładamy ciasto i rozgniatamy je dłonią lub łyżką na duży placek grubości mniej więcej 3 cm, może być okrągły, nieregularny lub kwadratowy - czego dusza zapragnie. Na placek wylewamy owoce, delikatnie wciskając je w ciasto, blachę wkładamy do nagrzanego piekarnika i po około 20 minutach przykrywamy papierem aby nie przypalić owoców. Po upieczeniu pozostawiamy do wystygnięcia i z radością wcinamy. PALCE LIZAĆ!

wtorek, 30 lipca 2013

WARZYWA & dip AWOKADO

Często z wszelakich podróży przywożę różne smakołyki. Przyprawy, kawy i herbaty to temat oczywisty i oklepany. Ale już wegańskie sery co topią się jak mozzarella, krewetki z tapioki, kiełbaski a'la pepperoni czy flaczki z tempeh budzą moją grozę, fascynację i zdziwienie. Czasem, aż zastanawiam się kto kogo robi w bambuko. W każdym razie co poniektórzy moi znajomi i rodzina rozkoszują się moją miną po co bardziej udanych prezentach. Wiedząc doskonale, że nigdy nie szukałam substytutów mięsa, a do tradycji spotkań rodzinnych przeszły historie jak to plułam ciężko zdobytą wołowinką na odległość, i na pytanie co zjem na obiad odpowiadałam, że pomidory z ogórkiem. Voila urodzony trawożerca wśród wielbicieli steków krwistych i jędrnych. Łatwo nie było, tak więc po dziś dzień prezenty z wyżej wymienionej listy są domeną moich bliskich. Z ostatniego rzutu pozostały jeszcze do zagospodarowania ostre kiełbaski curry rodem z Londynu. Soczyste i w intensywnym wysoko przetworzonym kolorze. Z letnią bardzo zieloną zieleniną i fioletową fasolą wizualnie wyszły obłędnie. Do tego pełno wartościowy dip z awokado i już nikt nie pamiętał, że połowę składu kiełbasek stanowią słowa nie do wymówienia;). Wyszło smacznie i kolorowa, miła odmiana w monotonii eko żarcia. Polecam czasem nawet dla przyjemności, wegan fast food może mieć slow food'ową twarz. W pakiecie z rzeźbą bardzo ciekawego pana ze Skandynawii - Truls Melin robi fascynujące rurowe instalacje i nie tylko. Ta prosto z przed Centrum Sztuki Najnowszej w Sztokholmie czyli  Magasin'u 3, polecam i artystę i miejsce.

ilość na dwie porcje

1 duża cebula cukrowa
1/2 puszki czerwonej fasoli
1/2 brokuła
2 kiełbaski wegan curry
2 łyżki oleju
1 łyżeczka ostrej masali lub żółtego curry
sól+pieprz

dip

1/2 awokado
1 łyżka musztardy sarepskiej
1 łyżeczka soku z limonki
10 listków mięty
szczypta soli morskiej
opcjonalnie świeży pieprz

Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy przyprawy i smażymy grubo posiekaną cebulkę aż puści sok. Na cebuli smażymy pokrojone kiełbaski ok 3 min i dodajemy brokuła oraz fasolę. Przykrywamy i dusimy aż zmięknie, ale tak by zachować chrupkość. Wszystkie składniki dipu miksujemy na gładką masę w wysokim naczyniu. Warzywa przekładamy do dwóch misek, na wierzch dodając dip, można serwować z tortillą albo pitą, Smacznego!

poniedziałek, 29 lipca 2013

LETNI makaron

Jest ciepło, dla jednych to czysta rozkosz dla innych przekleństwo. Jeść chce się średnio, najchętniej w cieniu i w temperaturze co najwyżej pokojowej. Chłodniki, sałaty i przekąski to najchętniej spożywane dania, nie wspominając oczywiście o lodach, sorbetach i koktajlach. Znam takich co z okazji przekroczenia przez słupek rtęci magicznej granicy 30 st. C dali by się za hibernować w zamrażalniku. Co dziwne tą temperaturę świetnie znoszą komary, a mój wczorajszy spacer po lesie zakończył się plagą bąbli rozmaitej wielości i w przedziwnych miejscach. Letni makaron jest letni, z domowym pietruszkowo-oliwkowym pesto i świeżymi warzywami. Serwowany w afrykańskiej misce, która w końcu doczekała się debiutu.  W towarzystwie Courtney Love, która była jedną z bohaterek mojego cyklu Idolki. Courtney jako gwiazda feministycznego grania była dla niektórych boginią, choć ja ją tylko lubiłam słuchać,  moja przyjaciółka do dziś jest wierną fanką jej stylu i ciętego języka. Mnie ujęła stwierdzeniem, że "tylko idioci są szczęśliwymi ludźmi" tak bardzo, że namalowałam ją razem z cytatem.

ilość na dwie porcje

1/2 320 g słoika oliwek toskańskich (w zalewie z oleju roślinnego)
1/2 pęczka pietruszki
1 ząbek czosnku

6 rzodkiewek
2 małe ogórki gruntowe
2 łyżki słonecznika

1 kubek makaronu

Makaron gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. W wysokim naczyniu miksujemy oliwki, pietruszkę i czosnek na gładką masę, w razie potrzeby dodajemy pieprz lub sól. Tak przygotowane pesto mieszamy z makaronem i dzielimy na dwie porcję. Proponuję serwować w głębokich talerzach lub miskach. Dodajemy posiekaną w kostkę rzodkiewkę oraz ogórek, wszystko posypujemy słonecznikiem. Miłego letniego chrupania w cieniu parasola - sugeruję mrożoną herbatę lub lemoniadę do towarzystwa.

piątek, 26 lipca 2013

pizza BURAK&TOFU

Kolejny raz przewoziłam pudła ze swoim dobytkiem, tym razem wygląda na to, że na dłużej zostanę w jednym miejscu, chociaż, to nigdy nic nie wiadomo :) Trzydzieści kartonów mądrych książek, wyposażenie kuchni, trochę zastawy, reszki nierozdanych pamiątek z podróży, nie wspomnę o obrazach, rysunkach i teczkach z projektami. Ponad rok nie korzystałam z żadnej z tych rzeczy. Niczego mi też nie brakowało i dlatego zapytałam sama siebie - po co mi to wszystko? Czy te ryzy papieru zamknięte w okładki i ładne przedmioty czynią mnie lepszym człowiekiem, czy biżuteria, szminka i kolejne szpilki ładniejszą kobietą? Kurcze, mam coraz więcej wątpliwości w tym temacie. Kolczyki które kiedyś uwielbiałam wkładam od wielkiego dzwonu, masę rzeczy (a nigdy nie byłam kolekcjonerką) rozdałam jeszcze przed wyjazdem. Wielką radość sprawia mi upraszczanie, nie mam parcia aby ograniczyć się do stu przedmiotów, ale w otwartej nieprzeładowanej przestrzeni czuję wolność i możliwość wyboru. Przestałam mieć rano dylematy w czym dobrze wyglądam bo doprowadziłam do momentu, że wszystko do siebie pasuje, wiem też jakie wnętrza lubię, co mi smakuje i jak najlepiej odpoczywam. Mam takie śmieszne poczucie, że wzięłam długi prysznic i spłukałam z siebie kilka masek: powagi, konieczności i autokreacji. Ostatnio zaprzyjaźniony profesor z którym współpracuje od lat zwrócił mi uwagę, że nie muszę nikomu nic udowadniać, że mam po prostu robić konsekwentnie swoje - poczułam ulgę. 

I tak między tymi kartonami, porządkami i zrywaniem kolejnym warstw własnego jestestwa zgłodniałam, potrzeba koloru w monochromatycznym wnętrzu wzięła górę. Pyszna i lekka pizza, letnia pozycja obowiązkowa.

ciasto na trzy placki (u mnie każdy powstał z czym innym) termoobieg, 200 st, 20 min.

1/2 kg mąki gryczanej
50 g drożdży
1/2 szklanki mleka roślinnego
1/2 szklanki wody
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
4 łyżki oliwy

W misce mieszamy rozdrobnione drożdże z letnim mlekiem i cukrem, tak powstały zaczyn odstawiamy na 10 min aby urósł. Następnie dodajemy resztę składników i wyrabiamy ręką, aż do powstania jednolitego zwięzłego ciasta, przykrywamy ścierką i zostawiamy na pół godziny aby ciasto urosło. Dzielimy na trzy części (można zamrozić albo pozostawić na 24 h w lodówce). Formujemy kulkę, podsypujemy mąką i wałkujemy na cienki placek. Proponuję zrobić to od razu na papierze do pieczenia. 

dodatki na jeden placek

1 burak
1/2 kostki tofu (ok 100 g)
2 garści świeżego szpinaku

+ sos musztardowy:

3 łyżki miodu albo innego słodu
3 łyżki musztardy sarepskiej
2 łyżki oliwy truflowej
10 listków rozmarynu
1/2 łyżeczki  soli morskiej
1/2 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
kilka kropli soku z cytryny

+ oliwa truflowa i sól morska

Wszystkie składniki sosu mieszamy ze sobą, na końcu dodając drobno posiekane liski rozmarynu, w razie potrzeby dosalamy lub dopieprzamy. Smarujemy za pomocą łyżki całą powierzchnię placka pizzy. Następnie układamy bardzo cienko pokrojone plastry buraka i tofu. Gotową pizzę delikatnie skrapiamy oliwą truflową i posypujemy solą. Pieczemy 20 minut, przed podaniem posypując całość świeżym szpinakiem. Smacznego!

czwartek, 25 lipca 2013

MALINOWY placek na sabat CZAROWNIC

Wczorajszy wieczór spędziłam z moimi czarownicami, silny team pod wezwaniem pasji do życia, realizacji, ciekawości świata i nieustającego wsparcia. Znamy się od lat, zmienia się nasz stan cywilny, mieszkania, osiągnięcia i plany, ale jako sabat pozostajemy niezmienne. Staramy się spotykać regularnie, dbamy o to by w tym zakręconymi biegu przez życie z przeszkodami mieć czas dla siebie. Na rozmowy o świecie, roli tradycji, kulturze, karierze, marzeniach i lękach. Czasem przy winie, innym razem z dzbankiem herbaty lub w nowej knajpie. Wczorajsze spotkanie stało się świetnym pretekstem do zrobienia szybkiego ciasta. Z zegarkiem w ręku miałam sześćdziesiąt minut na realizację planu "perfekcyjna pani domu". Ciasto wiozłam jeszcze ciepłe, nie do końca pewna rezultatów swoich cukierniczych poczynań. Jednak ku naszej wspólnej radości wyszło super i stanowiło świetny duet ze świeżą sałatą z malinami, która stała już na stole kiedy wpadłam ździebko spóźniona. 

Maliny to moje ulubione sezonowe owoce, jestem je w stanie wpakować do każdego dania, a najchętniej pożeram je jeszcze zanim dotrę do domu. Sam ich kolor  powoduje uśmiech na twarzy i ostatnio niepodzielnie rządzi w moim życiu. Obraz w malinowej czerwieni sam z siebie wyszedł mi z pod pędzla. Energetyczny, zainspirowany wystawą Rothko (którą poszłam obejrzeć po raz drugi) uzupełniony został zakupem spodni w identycznym kolorze. Jednym słowem 100% czerwieni w czerwieni - lady in Red ...

ilość na blachę 20x30 cm, termoobieg, 200 st, 45 min.

1 kubek mąki (pół na pół gryczana z żytnią)
1/2 kubka oleju
1/2 kubka mleka roślinnego np. orkiszowego
6 łyżek cukru trzcinowego
4 łyżki jagód goji
1 łyżka soku z limonki
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
1 banan
1/2 opakowania malin

W dużej misce mieszamy mąkę, cukier (5 łyżek), olej, mleko, proszek do pieczenia ze szczyptą soli oraz rozgnieciony widelcem banan. Kiedy uzyskamy zwięzłe ciastko (powinno gładko odchodzić od ścianek miski) dodajemy sok z limonki, jagody i cynamon. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, rozprowadzamy ciasto i posypujemy malinami delikatnie wciskając je w masę, wszystko obsypujemy szóstą łyżką cukru. Całość wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok 45 minut, w połowie proponuję przykryć ciasto papierem aby nie przypalić owoców. Można podawać na ciepło lub zimno, ze świeżymi malinami, sosem waniliowym albo łyżeczką syropu klonowego/z agawy i listkiem mięty. Smacznego!

PS. To już osiemdziesiąty post, ponad sześć tysięcy wejść i sezon malinowy w pełni. Same dobre wiadomości. DZIĘKUJĘ :)

piątek, 19 lipca 2013

KURKI + komosa ryżowa

Kurki, rydze, podgrzybki, boczniaki dla mnie zawsze i wszędzie - mam nieopisaną słabość do grzybów. Uwielbiam je w postaci risotto, zupy, sosów czy sauté. Powoli sezon grzybowy zaczyna się rozkręcać, pierwsze kurki o smaku lasu nieśmiało pojawiają się na talerzu. Po kuchni krąży zapach mokrej ziemi i igliwia. Czuć, że przyroda obradza we wszystkie swoje skarby. Dziś bardzo prosto , komosa i małe niewinne pomarańczowe grzybki z lekką włoską nutą. Tak na dobry początek sezonu.

ilość na 2 porcje

1 filiżanka komosy ryżowej
200g kurek
1/2 łyżeczki soli marskiej
2 łyżeczki oliwy truflowej
10 listków rozmarynu
świeżo mielony pieprz

Komosę gotujemy w osolonej wodzie w stosunku 1:2 ok 15 minut, następnie zdejmujemy z ognia i pod przykryciem (zawijam w koc) pozwalamy jej dojść. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy opłukane kurki, sól, rozmaryn, pieprz i na średnim ogniu dusimy pod przykryciem aż zmiękną. Podajemy z kiełkami albo roszponką.