Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cynamon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cynamon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2013

KORZENNY kompot


Kompot korzenny zainspirowany kolorami jesieni, kasztanami i Pendereckim. Diabły z Loudun to nowa opera w Teatrze Narodowym, kontrowersyjna, obrazoburcza, widowiskowa. Z genialną (z resztą jak zawsze) scenografią Borisa Kudićki. Charakterystyczna, mocna, dopracowana w najmiejszym detalu opowieść o szaleństwie, totalitaryźmie i płynnej granicy między dobrem, a złem. Penderecki pisał wszystkie swoje utwory kolorami, choć sam twierdził, że nie miało to żadnego wpłytu na nastrój i interpretacje nut. Kudićka operuje symbolem i formą tak, aby nie zamykać się w żadnej szufladzie, wręcz przeciwnie nagina wszystkie wizualne granice. Do tego głos, muzyka, widownia, teatr - sezon operowy otworzyłam z przytupem, co prawda na ostatnich nogach przekoszona przeziębieniem, ale naprawdę mocnym spektaklem, który gorąco polecam.

Następnego dnia zostało mi już tylko grzanie się pod kołdrą i w towarzystkie rzeczonego kompotu. Ten wytrawny, mocno korzenny napitek, postawił mnie na nogi. Przypomina smak wigilii i nostalgię podróży.

ilość na 1 litr

0,7 l wrzątku
3 dorodne jabłka
4 cm korzenia imbiru
6 goździków
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki tea masali
2 nasiona kardamonu

+ dowolny słód dla chętnych

W dużym garze zagotowujemy wodę z drobno posiekanymi jabłkami ze skórką. Dodajemy przyprawy i pod przykryciem na średnim ogniu gotujem około 15 min. Następnie umieszczamy całość w blenderze i na wysokich obrotach miksujemy około 3 minut. Tak powstały kompot przelewamy przez sitko z dużymi oczkami aby odcedzić resztki przypraw i podajemy ciepły, letni albo zimny, jak kto lubi. Ja z łyżeczką syropy klonowego wybrałam opcję na gorąco! Enjoy!

środa, 18 września 2013

TOSTY prawie FRANCUSKIE

Kiedy w piątek wyjeżdżałam na rajd nie miałam pojęcia kiedy będę jeść kolejny posiłek, nie mówiąc już o tym, że nie wiedziałam kiedy znów będę spać. Syte, duże i ciepłe śniadanie wczesnym rankiem było jedyną nadzieją na przetrwania następnych 48h. Wykorzystałam zeschłe bułeczki, banana i stałą zawartość lodówki. Nie lubię wyrzucać jedzenia więc dawanie różnym produktom drugiego życia zawsze sprawia mi dużo frajdy. Złapałam off roadowego bakcyla, ani błoto, ani zimno, ani deszcz nie zniechęciły mnie do podjęcia wyzwania i ruszenia z przygotowaniami do startu. Może już tej zimy zaliczę pierwszy rajd jako kierowca. Tym czasem śniadanie, które podane w sobotni poranek do łóżka (marzenia) może być cudownym początkiem weekendu, albo przynajmniej paliwem do realizacji planów, treningów i celów. 

ilość na 8 tostów (dla 2 osób)
4 bułeczki albo 8 kromek chleba nie pierwszej świeżości
1 banany
1/2 kubka mleka roślinnego
1/2 łyżeczki cynamonu
1 łyżka oleju kokosowego

+ miód / syrop klonowy albo konfitura owocowa
+ bita śmietana ryżowa i wszystko czego dusza zapragnie 
+ obowiązkowa świeżo palona kawa, czarna, gęsta i bardzo aromatyczna, dla wymagających uzupełniona świeżym sokiem z pomarańczy

W wysokim naczyniu blendujemy banany z mlekiem i cynamonem. Tak powstały koktajl przelewamy do głębokiego talerza albo płytkiej miski i moczymy w nim chleb lub bułeczki przekrojone na pół około 10 minut. Rozgrzewamy olej na patelni i smażymy nasączone kromki po obu stronach na złoto. Gotowe tosty można na chwile położyć na ręczniku papierowym aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Podajemy w dowolnej konstelacji byle na ciepło! 

piątek, 30 sierpnia 2013

ciasto GRYCZANO - CZEKOLADOWE z konfiturą JAGODOWĄ

Pomysł na to ciasto nie jest mój. Asieńka z Poznania przed samym moim wyjazdem pochwaliła się, że ma genialny przepis na ciasto, które choć wydaje się podejrzane smakuje wybornie. Wysłała mi spis składników, a ja zaczęłam kombinować jak by go tu urozmaicić i przerobić na wersje wegańską. Muszę przyznać, że nie wytrzymałam i jak tylko ciasto było gotowe zjadałam całkiem spory kawałek, mimo iż miało czekać w formie nienaruszonej do wieczora. Ciasto to jest prezentem dla mojego przyjaciela, znanego wielbiciela wszystkiego co słodkie (również kobiet). Przyjaciel po kilku latach poszukiwań mieszkania idealnego znalazł to czego szukał. Przez ten czas obejrzeliśmy tysiące ofert i naprzykrzyliśmy się niejednemu agentowi. W pewnym momencie zaczęły nawet krążyć legendy o człowieku który szuka tego co nie istnieje. I kiedy wszyscy żeśmy już zwątpili, a nawet stwierdzili, że tego ideału jeszcze nie wybudowano, znalazło się lokum spełniające większość wymagań przyjaciela, jednym słowem znaleźliśmy perełkę. Co prawda oferta była nam znana, kiedyś odpadła z powodu ceny, ale ponieważ co trzeba przyjacielowi przyznać negocjatorem jest rewelacyjnym po półtora roku właściciele się ugięli. Widać kryzys niektórym sprzyja. Tak więc w ramach wielkiej radości, a nawet ulgi postanowiłam łakomczuchowi zrobić przyjemność, podwinęłam rękawy i zabrałam się do testowania "asiowego" przepisu. Podsumuję jednym słowem - WARTO! Warto zgrzeszyć ponieważ kompozycja gryki, czekolady i jagód z dodatkiem orzechów włoskich zrobiła mi dobrze, na głowę i na duszę, jak zareaguje przyjaciel dam znać po weekendzie :).

ilość na tortownicę o średnicy 25 cm, 180 st C, termoobieg, 45 minut

ciasto
1 kubek kaszy gryczanej
1/2 kubka cukru (wykończyłam cukier puder) - w mojej wersji ciasto nie jest bardzo słodkie
1/2 kubka mąki żytniej
1 tabliczka gorzkiej czekolady (ok 100 gr) u mnie 85%
2 banany
2 łyżki kakao
2 łyżeczki cynamonu
6 łyżek oleju kokosowego albo innego tłuszczu
150 gr orzechów włoskich
2 szczypty soli morskiej

polewa
200 ml konfitury jagodowej (1 mały słoiczek) - przepis w przyszłym tygodniu
1/2 kubka słodu (może być miód, syrop z agawy albo syrop klonowy)
4 łyżki wody
1 łyżeczka agaru

+ orzechy do przybrania

Kaszę gryczaną gotujemy ze szczyptą soli i łyżeczką cynamony w stosunku 1:2. Kiedy zmięknie, a nawet lekko się rozgotuje przekładamy do miski i pozostawiamy do ostygnięcia. Następnie dodajemy cukier i za pomocą ręcznego blendera miksujemy na gładką masę. W niewielkim rondelku lub w kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę z tłuszczem, drugą łyżeczką cynamonu i kakao, cały czas mieszając aby nie przypalić. Do masy gryczanej wlewamy tłuszcz z czekoladą oraz dodajemy czubatą łyżkę konfitury jagodowej, całość dokładnie mieszamy za pomocą drewnianej łyżki. W osobnym naczyniu miksujemy banany z drugą szczyptą soli na puszysty mus. Banany mieszamy z ciastem powoli, systematycznie dosypując mąkę, aż powstanie jednolite ciasto o luźnej, lekko płynnej konsystencji. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy ciasto, wyrównując wierzch. Wstawiam do nagrzanego na 180 st C piekarnika i pieczemy około 45 minut. Po ostudzeniu gotowy placek wkładamy na kilka godzin do lodówki. 

Przed podaniem przygotowujemy jeszcze polewę. W niewielkim rondlu mieszamy resztę konfitury ze słodem i 4 łyżkami wody. Podgrzewamy powoli cały czas mieszając, utrzymując temperaturę na granicy zagotowania. Dodajemy łyżeczkę agaru i całość dokładnie mieszamy. Tak powstałym sosem dokładnie lub wedle fantazji polewamy ciasto, dodając jako dekorację włoskie orzechy. Można włożyć jeszcze na godzinę do lodówki aby polewa stężała lub podawać na świeżo.

MNIAM MNIAM :) i jak tu dbać o linię ...

PS. Moja konfitura jest wytrawna, mało w niej cukru, za to pełna jest imbiru i innych korzennych przypraw. Jeżeli korzystacie z gotowej konfitury podejrzewam, że potrzebne będzie mniej cukru ale za to więcej przypraw - polecam imbir właśnie. 

środa, 31 lipca 2013

drożdżowe + OWOCE

Sezon na ciasta: świeże, lekkie i owocowe. Drożdżowe robiłam po raz pierwszy i wyszło bajeczne, okazało się proste i jedyne co było mu potrzebne do szczęścia to chwila na wyrośnięcie. Wszystko ukręciłam łyżką, a ciasto rozgniotłam na blasze ręką, nadając mu formę pizzy. Cały dom pachniał owocami, lasem i wakacjami. Ze szklanką zimnego mleka migdałowego powstał słoneczny podwieczorek w kolorze ciemnego bakłażana. Z własnego doświadczenia proponuję go przygotować w towarzystwie lub dla gości, inaczej tak jak ja sami skonsumujecie pół blachy. Nie jestem słodyczowa ale nie mogłam się oderwać. 

W tej samej tonacji namalowałam kiedyś obraz Tamara. Osiem lat temu byłam zafascynowana Tamarą Łempicką (lub de Lempicki jak lubiła się podpisywać) . Jej wyzwolonym życiorysem, rzeźbiarskim malarstwem i niepodważalną klasą. Polka z której można było być dumnym. Muzeum Narodowe w Warszawie wyeksponowało aktualnie jeden z jej niewielkich obrazków w Galerii XX wieku, POLECAM (cała galerię).


płaska blacha z piekarnika, 180 st., termoobieg, 30 min

zaczyn:

25 g świeżych drożdży
1 szklanka ciepłej wody
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżka mąki żytniej

ciasto:

1/4 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki oleju
3 szklanki mąki żytniej
2 łyżki mleka kokosowego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/3 łyżeczki tea masali

150 g jagód
2 brzoskwinie
1 łyżka sezamu lub wiórków kokosowych
2 łyżki syropu z agawy lub klonowego

W niewielkiej misce mieszamy składniki na zaczyn i zostawiamy na 15 min do wyrośnięcia. W dużej misce mieszamy cukier, olej, mleko kokosowe i przyprawy. Następnie dodajemy mąkę oraz zaczyn i mieszamy łyżką do uzyskania zwięzłego ciasta. Przykrywamy ścierką i pozostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Mieszamy jagody z pokrojonymi w kostkę brzoskwiniami, dodajemy słód i sezam/wiórki. Blachę z piekarnika pokrywamy papierem do pieczenia, przekładamy ciasto i rozgniatamy je dłonią lub łyżką na duży placek grubości mniej więcej 3 cm, może być okrągły, nieregularny lub kwadratowy - czego dusza zapragnie. Na placek wylewamy owoce, delikatnie wciskając je w ciasto, blachę wkładamy do nagrzanego piekarnika i po około 20 minutach przykrywamy papierem aby nie przypalić owoców. Po upieczeniu pozostawiamy do wystygnięcia i z radością wcinamy. PALCE LIZAĆ!

poniedziałek, 1 lipca 2013

lekkie śniadanie / KLEIK OWOCOWY



Są dni które wymagają bardzo lekkiego śniadania, ponieważ poranny trening nie bardzo współgra z pełnym żołądkiem. Nie zależnie od tego czy jest to joga, bieg czy medytacja, czasem zjeść coś trzeba. A zdarza się też tak, że  symfonia dźwięków dobiegających z naszego wnętrza powoduje, że skupiamy się na tym co byśmy zjedli, a nie na tym co robimy. Ostatni weekend spędziłam na fantastycznym festiwalu jogi i zdrowego stylu życia w Sopocie. Odkryłam genialną acro jogę czyli współpracę z partnerem, pokazałam koleżance ashtangę, robiłyśmy vegan life cooking i schodziłam kilometry po plaży. Standardowo wstawałam o świcie,  czyli za wcześnie na odpuszczenie sobie śniadania (praktyka zaczynała się o 11), ale za późno na standardowy posiłek.  Z drugiej strony post do 13 mi się nie uśmiechał :). Kleik ryżowy jest stałą pozycją w moim jadłospisie. Działa rozgrzewająco, jest lekko strawny, neutralny i szybki w realizacji. Łatwo można go też zabrać ze sobą, wiec przy nomadycznym stylu życia sprawdza się idealnie. Robi za śniadaniową bazę i rozwiązuje częste problemy z cyklu - czym nakarmić wegankę. Kleik może się kojarzyć z dzieciństwem i archaicznym acz bardzo skuteczny sposobem na leczenie problemów z żołądkiem, w wersji z dodatki jest super smacznym, super lekkim i świetnym pomysł na początek (lub koniec) dnia. ENJOY!

ilość na jedną porcję

1 kubek wody lub mleka roślinnego
4 łyżki kleiku ryżowego 
małe jabłko lub 1 filiżanka dowolnych owoców

opcjonalnie i jak kto lubi

1 łyżka słodu (syrop z agawy lub syrop klonowy)
1/2 łyżeczki cynamony
szczypta imbiru
2 łyżki ziaren / drobno posiekanych orzechów / bakalii

Zagotowujmy wodę/mleko razem z drobno posiekanym jabłkiem (lub innymi owocami) i przyprawami. Następnie wsypujemy kleik, cały czas mieszając gotujemy 2 minuty aż zgęstnieje. Przekładamy do miski i dodajemy ulubione/dostępne dodatki i słód. Smacznego i owocnego treningu :)

PS. Kleik w komplecie z reliefami świątyni Angkoru w Kambodży - medytowałam przed nimi długie godziny, od świty do zmierzchu przez trzy dni. Magiczne miejsce, o ile poświęci mu się trochę czasu i chęci. Po za utartymi szlakami i głównymi Watami można znaleźć perełki.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

marmolada FIGOWA z twarożkiem MIGDAŁOWYM

Nie mam pojecie czy moi mistrzowie uznali by gotowanie za formę medytacji, ale intuicja podpowiada mi, że raczej tak. Codziennie przez te pół godziny "praktyki kuchennej" jestem na 300% tu i teraz. Nie ma zaraz, potem i kiedyś. Klienci, projekty i sprawy na wczoraj dematerializują się. W kuchni efekt jest natychmiastowy, a smaki rodzą się w momencie gdy się je tworzy, choć są przypadki wymagające przećwiczenia cierpliwości  i pokory. 

Realizuje się w gotowaniu, podobnie zresztą jak w malarstwie, choć jest to działanie zdecydowanie bardziej ulotne. Gotowanie to każdego dnia nowa praktyka z kolejnym dziełem/daniem, krótkotrwałym, przemijalnym i chwilowym. Lekka metafora rzeczy wielkich, smaczna i do bólu doczesna :). 

W Urumczi w Zachodnich Chinach całe popołudnie obserwowałam mężczyznę który kaligrafował wodą sutrę serca na kamiennych płytach chodnikowych w miejskim parku. Za każdym razem jak dochodził do końca początek już nie istniał. Byłam poruszona jego praktyką, zaczarował mnie i wyniósł w inny kosmos. W tej betonowej dżungli na środku pustyni pojedynczy człowiek znalazł swój sposób na tu i teraz. Ja znalazłam go w kuchni, ciekawe gdzie jest wasz.

marmolada figowa, ilość na słoik 200ml

12 fig
1 kubek wrzątku
1/2 łyżeczki tea masali
1/2 łyżeczki cynamony
1 łyżeczka soku z cytryny
2 cm korzenia imbiru
2 łyżki brązowego cukru (opcjonalnie da łasuchów)

Wszystkie składniki gotujemy razem na bardzo wolnym ogniu przez pół godziny, następnie miksujemy na gładką masę. Przekładamy do wygotowanego słoika i po ostygnięciu trzymamy w lodówce.

twarożek migdałowy, ilość na 4-6 kromek

1 salaterka namoczonych przez noc migdałów
1 łyżeczka oleju kokosowego
2 łyżeczki mleka kokosowego w proszku (może być każde inne)
6 łyżek wrzątku

Odsączamy migdały i razem z resztą składników miksujemy na gładką masę, jeśli macie ochotę można dodać cynamon, albo inne przyprawy. Tu wersja na słodko, ale z oliwą z oliwek i ząbkiem czosnku oraz szczypta soli i pieprzu świetnie się sprawdza na słono. Zawsze jemy prosto po przygotowaniu.

現在這裡 | xiànzài zhèlǐ | tu i teraz