poniedziałek, 8 lipca 2013

KRÓWKI CIĄGUTKI



Krówki to jedne z najbardziej klasycznych polskich słodyczy. Ich historia sięga lat 20 XX wieku. Początkowo były produkowane w zakładach cukierniczych ich wynalazcy Feliksa Pomorskiego w Poznaniu, a następnie w istniejącej do dziś  fabryce w Milanówku. Moja babcia wspomina, że były jednym z niewielu dostępnych przed wojną dzieciętach smakołyków. Znana była chałwa, domowe wypieki, słodkie bułeczki, ale cukierków było nie wiele, a krówki miały jeszcze tą zaletę,  że przy odpowiedniej dozie cierpliwości można je było przyrządzić w domu. 

Wszyscy wielbiciele krówek najbardziej kochają te ciągnące, zaklejające buzie i często skutecznie wyciągające plomby. Sama jako dziecko byłam ich wielką fanką. Zresztą masa krówkowa ma szerokie zastosowanie w polskiej kuchni, od gdańskich piszingerów po wielkanocne mazurki.  U mnie w domu nikt ręcznie krówek nie ukręcał do czasu aż moja kuzynka skończyła technologię żywienia i zakochana w słodkościach zaczęła przynosić pracę do domu. Stanęło na tym, że Maja weekendy albo okolice świąt spędzała nad garnkiem mieszając masę na ciągutki. Ponieważ z masłem i mlekiem mi średnio po drodze wymyśliłyśmy, że pewnego dnia w przypływie wolnego czasu spróbujemy zrobić krówki stricte wegańskie. Maja przyjechała na ploty, żale i śmiechy, w założeniu rezerwując pół dnia na machanie łyżką. Jak by na to nie patrzeć gra okazała się warta świeczki, a efekt naprawdę zadowalający, nagadane i zasłodzone stworzyłyśmy cały talerz wegan pyszności. 

ilość na blachę 20x30 cm czyli ok 32 krówki

2 x 250 ml śmietanki sojowej
2 kubki cukru
1/2 opakowania margaryny sojowej (ok 125 g)

+ 4 łyżki miodu/syropu z agawy/ syropu klonowego albo melasy z drzewa świętojańskiego do smaku


I faza to przygotowanie zagęszczonego słodkiego mleka. Bierzemy duży garnek który w 1/3 wypełniamy gorącą wodą i stawiamy na niego metalową miskę (w tzw kąpieli wodnej masa się nie spali). Do miski wlewamy śmietankę sojową i i kubek cukru. Mieszając gotujemy przez pół godziny aż całość delikatnie zgęstnieje tworząc odpowiednik mleka skondensowanego.

II faza - do "skondensowanego" mleka dodajemy margarynę, drugi kubek cukru i wybrany słód.  Sprawdzamy czy w garnku pod miską cały czas jest woda (polecam powtarzać tą czynność co około 20 min) w razie potrzeby dolewamy. Przez następnie 2 do 3 godzin cały czas mieszając odparowujemy naszą masę (dlatego warto gotować w towarzystwie). Po dwóch godzinach można zacząć sprawdzać czy zastyga. Bierzemy masę na łyżkę i wlewamy na dno miseczki, jeżeli tężeje tak, że po ostygnięciu nie przykleja się do palca to znaczy, że można powoli kończyć rytuał mieszania. 

III faza - smarujemy formę tłuszczem i wlewamy naszą krówkową masę (miskę należy wylizać), odstawiamy do stężenia na co najmniej dobę. Następnie krojami i zawijamy w pergamin. Chowamy w miejsce niedostępne dla łakomczuchów i skrupulatnie wydzielamy, inaczej znikną w mgnieniu oka. 

Ilość endorfin ponad normę, cukier, zaklejona buzia i wspomnienia z dzieciństwa :) 

PS. Na archiwalnym zdjęciu rodzina mojego przyjaciela z którym przemierzyłam kawał świata i kiedyś przewertowałam rodzinne archiwum fotograficzne, twarz starszej pani mnie wtedy absolutnie zahipnotyzowała. Okres mniej więcej wprowadzenia krówek do masowej produkcji.

1 komentarz:

  1. i piękny i wartościowy , zachwycam się twoim blogiem bo jest czym

    OdpowiedzUsuń