środa, 29 maja 2013

nibySER

Niby ser to dziwna nazwa, ale pamiętam jak szukałam różnych substytutów serów i mleka dla wegan. W jednej z wielkich internetowych baz przepisów znalazłam przepis na pastę z drożdży. Czemu nosiła nazwę "niby ser" nie wiem do dziś, choć może rzeczywiście niektórym kojarzyć się z serem topionym w konsystencji i pleśniowym w zapachu/smaku. Dla mnie była odkryciem i jadłam ją wówczas prawie codziennie. Potem jak to bywa z zauroczeniami fascynacja minęła i popadła w zapomnienie. Ale mój przyjaciel i kompan podróży zawsze wspomina ja z rozrzewnieniem, a ponieważ gościł u mnie niedawno niby ser powrócił do łask. 

W akompaniamencie z obrazem Tali Madani genialnej artystki irańskiego pochodzenia. Na której wystawę zupełnie przypadkiem trafiłam w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie i byłam wstrząśnięta lekkością kreski, satyrą, dosadnością i inteligencją jej prac. Delikatne w formie i błyskotliwe w treści zapadły mi w pamięć, a ponieważ tematyka Azji Mniejszej od czasów Persepolis jest mi bliska artystka trafiła w sedno moich zainteresowań.

ilość na 4-6 kanapek

1 kostka drożdży
1/2 cebuli
2 łyżki mleka roślinnego
1 łyżeczka oleju
sól morska + świeży pieprz

+ pomidor/szczypior/świeże zioła
+ pumpernikiel (moim zdaniem najlepszy duet) lub domowy chleb

Cebule kroimy w kostkę i na małym ogniu razem z olejem, sola i pieprzem smażymy na złoty kolor. Następnie kruszymy drożdże i dodajemy do cebuli razem z dwoma łyżkami mleka roślinnego. Wszystko mieszamy aż drożdże się rozpuszczą (ok 1 min.) i podgrzewamy cały czas mieszając jeszcze przez 30 sekund. Przekładamy na pieczywo, dodajemy grube plastry pomidora, szczypior albo zioła i suto pieprzymy. Ja lubię w wersji zapieczonej, wrzucone jeszcze na 3 minuty do nagrzanego piekarnika tak aby chleb był chrupiący i ciepły. Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz