Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tahini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tahini. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

OBIAD na HINDUSKĄ nutę

Tęsknie za smakami z podróży, za życiem w drodze i nieustającą zmianą miejsca. Ostatnio budzę się rano z nadzieję, że otworze poły namiotu a przede mną rozciągnie się piękny widok na góry. Jednak jestem tutaj i budzę się w niezmiennej scenerii własnego łóżka, z planem na każdy dzień choć innym to podobnym do poprzedniego. Dbam o małe przyjemności i ludzką życzliwość. Staram się żyć w zgodzie ze sobą i funkcjonować na antypodach rzeczywistości. Jednak coś się we mnie łamie. Szukam dalekich smaków, konsystencji gęstych hinduskich sosów i lekkich wietnamskich zup. Chodzi za mną puree z batatów i sałatka pomidorowa limonką. Grami mi w duszy gardłowy śpiew mieszkańców Tuwy. Myślę, że już za chwilę określę kierunek, już za moment będę wiedzieć kiedy mogę złapać tobołek, grzecznie się ukłonić i znów zrobić sobie krótka przerwę. A tym czasem warzywa w gęstym sosie z curry i puree z tahini. Smaki zaczerpnięte, przetrawione i odtworzone na potrzebę chwili, dla radości z codzienności.

ilość na dwie duże porcje

puree
6 młodych ziemniaków
1 łyżka tahini
1/2 pęczka natki pietruszki lub świeżej kolendry
4 łyżki słonecznika
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżeczka czarnej soli

warzywa
1/2 małego kalafiora
3 pomidory malinowe
1 1/2 cebuli cukrowej
5 łyżek oleju
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżka ostrej masali
1/2 łyżki kminu indyjskiego
1/2 łyżki soli morskiej
1/2 łyżki czarnej soli

+  opcjonalnie czubata łyżka mąki ziemniaczanej i pół szklanki wody

Ziemniaki gotujemy w wodzie z solą morską, kiedy dojdą odcedzamy, umieszczamy w wysokim naczyniu dodajemy czarna sól, tahini i miksujemy na gładką masę (będzie bardzo kleista). Dodajemy natkę albo kolendrę i za pomocą drewnianej łyżki mieszamy ze słonecznikiem, który można wcześniej podprażyć na patelni. Puree gotowe. 

W czasie kiedy gotujemy ziemniaki, na dużej patelni podgrzewamy olej z olejem sezamowym i przyprawami tworząc aromatyczna masalę. Dodajemy cebulę i smażymy na złoto. Następnie na patelni ląduje drobno pokrojony kalafior. Mieszamy i przykrywamy. Sparzone pomidory kroimy w drobną kostkę i systematycznie dodajmy do kalafiora. Całość musi się dusić minimum 15 minut aby pomidory rozpadły się na sos. Jeżeli chcemy osiągalność hinduską gęstość potrawy w szklance mieszamy czubatą łyżkę mąki ziemniaczanej z wodą o temperaturze pokojowej. Zestawiamy patelnie z ognia, powoli cały czas mieszając dodajemy zawartość szklanki do warzyw. Powstały kisiel skutecznie nada naszej potrawie oryginalną konsystencję. Jeszcze przez minutę mieszamy całość na małym ogniu. Ziemniaki i warzywa proponuję podawać w osobnych miskach. Sos świetnie sprawdza się również z ryżem basmati albo plackami typu ćapati lub naan. Miłej kulinarnej podróży do krainy baśni.

PS. Ciasto gryczane zrobiło furorę :)!

czwartek, 29 sierpnia 2013

zielona TARTA z KALAFIOREM

Wstałam i zastanawiam się co by tu zmajstrować. Biegać chwilowo nie mogę, joga też mi jakoś wyjątkowo nie służy, nadprogramowy przydział energii wychodzi mi uszami. Powinnam go spożytkować w ruchu ale moje ciało z trudem wykonuje proste czynności, cały czas dobitnie wypominając mi ostatnie warsztaty taneczne, które tak nieświadomie mu zafundowałam. Tak więc od rana krzątam się po kuchni, bo ileż można odpisywać na maile i udawać, że się pracuje. Szybki przegląd lodówki, składniki na blat i do dzieła. Kolor powstałego quiche mi samej zaimponował, a smak okazał się naprawdę warty grzechu porzucenia na jeden dzień owsianki na rzecz świeżej zdecydowanie lunchowej tarty.

W ramach inspiracji kolejna rzeźba z Poznania tym razem gips Adam Graczyka pod tytułem Cień II z 1983 r. Praca odwołująca się idei formy ukrytej w materiale/tworzywie, którą należy jedynie odsłonić, ukazując światu. Taka koncepcja rzeźbiarska znana jest od antyku, poprzez prace Michała Anioła na naszej rodzimej genialnej Alinie Szapocznikow kończąc. Polecam i pracę, i taki pogląd na rzeźbę.

ilość na blachę 20x30 cm, pieczemy 40 min, termoobieg na 200 st C

ciasto:
1 kubek ugotowanej kaszy jęczmiennej (w moim przypadku wczorajsza)
1/3 puszki mleka kokosowego
1/2 kubka oleju kokosowego lub np. z suszonych pomidorów (dał bardzo fajny posmak)
1 kubek mąki z ciecierzycy
1 łyżka tahini
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżeczka proszku do pieczenia

+ olej i otręby do wysmarowania i obsypania blachy

wkład:
1/2 niewielkiego kalafiora

1/2 kostki tofu (ok 100 gr)
1 ogórek gruntowy
1/2 pęczka natki pietruszki
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka kminu indyjskiego
1 łyżeczka ostrej masali
1 łyżeczka soli morskiej
1/3 puszki mleka kokosowego

W blenderze miksujemy ugotowaną kaszę z mlekiem, olejem, tahihi i solą. Po około 3 minutach przekładamy gęstą, gładką masę do miski, dodajemy mąkę i proszek do pieczenia. Mieszamy drewnianą łyżką do momentu uzyskania zwięzłego ciasta. Blaszkę smarujemy olejem i obsypujemy otrębami, następnie wyklejamy ciastem tak aby powstał mniej więcej 2 cm rant. Kalafiora kroimy na drobne kawałki i wsypujemy na ciasto. W blenderze umieszczamy resztę składników i miksujemy ok 3-4 minut do uzyskania puszystego, gęstego sosu. Jeżeli będzie się ciężko miksować można dodać kilka łyżek wody. Całą zawartość blendera równomiernie wylewamy na ciasto, przykrywając grubym kożuchem kawałki kalafiora. Blachę wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 40 min. Smacznego!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

pudding JAGODOWY na słodko/słono

Pasja jagodowa trwa nadal, ale aby nie było monotematycznie dziś będzie wytrawnie. Uwielbiam kolor leśnej borówki w kuchni - nasycony fiolet i rozbieloną lawendę. Pierwszy prawie czarny, drugi z niebieską poświatą. Przypominają mi wakacje na wsi w dzieciństwie kiedy to moja babcia cała zgraję dzieciaków wysyłała do lasu w poszukiwaniu tych czarnych owoców. My mieliśmy zajęcia ona święty spokój, ale zawsze była też nagroda: ciasto drożdżowe, pierogi, pampuchy. Jednym słowem wszystko co dobrze smakowało z jagodami. Pamiętam jak rozpierała nas duma, że obiad lub deser jest przygotowany z naszych zdobyczy. Jagody od wieków znane były w medycynie, kosmetyce czy magi. Mają działanie przeciwzapalne i przeciwgorączkowe, pomagają w problemach żołądkowych oraz jako środek pomocniczy przy leczeniu cukrzycy. Tak więc jagód nigdy za dużo, na słono, słodko, w ciastach, pierogach, zupach i do chleba. Dziś gęsty pudding na kaszy, syci i daje powera. Mozę być na zimno i na gorąco. Najważniejsze aby na świeżo.

ilość na 2 duże obiadowe porcje

1 szklanka kaszy jęczmiennej
1 szklana jagód
2 duże ogórki gruntowe
4 łyżeczki tahini
sól morska 
1 szczypta chilli

+ jagody / świeża kolendra / sól / łyżeczka soku z limonki do przybrania

Gotujemy kaszę jęczmienną w stosunku 1:2 ze szczyptą soli, kiedy zmięknie a nawet się lekko rozgotuje razem z jagodami przerzucamy do blendera. Miksujemy co najmniej 4 minuty na bardzo wysokich obrotach z dodatkiem jednego ogórka, 2 łyżeczek tahihi i szczyptą chilli. Rozlewamy pudding do misek, przyozdabiamy plastrami cienko pokrojonego ogórka (w tym celu można użyć obieraczki do warzyw), łyżeczką tahini na talerz, całymi jagodami i solą morską. Pałaszujemy do dna.

środa, 14 sierpnia 2013

KURKI inaczej


Sporo rzeczy w życiu robię na wspak, wszyscy dookoła się stabilizują i poważnieją, a ja podejmuję coraz bardziej szalone plany. Kupuje coraz starsze samochody i sięgam wzrokiem gdzie wzrok nie sięga. Spełniłam kolejne marzenie, po kilku miesiącach poszukiwań znalazłam starą mała terenówkę - wdzięcznego Samuraia w niezłym stanie, którego jak plotka głosi można naprawić młotkiem. Pojechałam go obejrzeć nikomu nic nie mówiąc pod Katowice i jak tylko go zobaczyłam to wiedziałam, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Co prawda do łóżka się nie zmieści, do windy też nie wchodzi, zagłusza radio i nie ma wspomagania ale po za tym jest idealny, no nie jest też czarny ale to musiałam mu wybaczyć na wstępie. Wjedzie wszędzie i nawet z prędkością przelotową 80 km/h jest królem szos. Mój wariacki plan zakłada podbój Azji Centralnej tym małym zielonym pudełkiem i wierzę, że razem nam się uda, start już za 10 miesięcy. A tym czasem wracając z Suwalszczyzny kupiłam kurki i jagody, ponieważ kurki w wersji klasycznej są wszystkim znane postanowiłam poszaleć i doprawić je wschodem z odrobiną fantazji - i znowu się udało, spróbujcie!

ilość na 3 do 4 porcji

1/2 kg kurek
1 cebula cukrowa
2 łyżki oleju kokosowego
4 łyżki sosu sojowego
150 ml mleka kokosowego
2 łyżeczki tahini
1/2 łyżki shichimi tougarashi lub pieprzu syczuańskiego

+ makaron z fasoli mung (1 pęczek na porcję) i świeży szpinak

Na patelni o grubym dnie podgrzewamy olej z sosem sojowym i dodajemy posiekaną w kostkę cebulę, którą smażymy aż puści sok. Następnie dodajemy kurki (wypłukane, niepokrojone) i smażymy około 4 minut, przykrywamy i dusimy aż zmiękną (czas zależy od wielkości kurek do 10 min.). Kiedy grzyby puszczą sok i dojdą zmniejszamy ogień i dodajemy mleko kokosowe, tahini oraz shichimi tougarashi lub pieprz syczuański. Dokładnie mieszamy i gotujemy tak długo aż woda odparuje tworząc gęsty sos (trzeba mieszać od czasu do czasu aby nie przywarło) do 10 min. Przygotowujemy makaron oraz nakładamy na talerze świeży szpinak, następnie wedle uznania makaron i kurki, można całość oprószyć sezamem. Smacznego!

PS. Kurki w tej wersji można też zmiksować na gładką masę tworząc rewelacyjną pastę do chleba, lub podawać jako dodatek do innych dań.

wtorek, 13 sierpnia 2013

lekki BIAŁY KREM

Dzieje się tyle, że nie wiem w co włożyć ręce. Dwa projekty mieszkań w toku. Niewielkie ale pełne niespodzianek na pięknym zielonym Żoliborzu. Kolejny obraz tym razem w szarościach, zainspirowany chyba nowymi butami do biegania i ostatnio widzianą wystawą w Zachęcie. W tak zwanym między czasie kilka dni na Suwalszczyźnie z mamą,  następne zrealizowane marzenia (ale o tym później) i nieskończoność pomysłów. Do tego biały krem jako świetna alternatywa na lunch lub kolację. Lekki, smaczny i sycący, dla mnie w wersji czystej ale na pewno sprawdzi się w zestawieniu z grzankami, ziarnami albo świeżą zieleniną. I tak jak wspomniałam ciekawa ekspozycja w Zachęcie, pośród miej i bardziej znośnych wystaw instalacja Katarzyny Krakowiak "Powstanie i upadek powietrza" polecam fanom czystego minimal artu. Na mnie działa, uwodzi i zmusza do myślenia, lub wręcz odwrotnie odpuszczenia wszystkiego - czyste ZEN. Enjoy!

ilość na dwie miseczki ale przyznaję, że pochłonęłam je samolubnie sama :)

1/3 kalafiora
1/2 dużej cebuli
1/2 kostki warzywnej
1 kubek wrzątku lub 1 kubek bulionu warzywnego
4 łyżki mleka kokosowego
2 łyżeczki tahini
1 łyżeczka soku z cytryny/limonki

+ sól morska do smaku

W niewielkim rondelku gotujemy kalafior, cebulę i wodą z kostką, ok 7 min aż warzywa zmiękną. Następnie przerzucamy całą zawartość garnka do blendera, dodajemy mleko kokosowe, tahini i sok z cytryny. Miksujemy 3 minuty na wysokich obrotach, jeżeli macie ochotę na chłodnik można dodać 6 kostek lodu. Smakujemy i ewentualnie doprawiamy, przelewamy do misek/czarek i podajemy. Dla chętnych polecam kiełki, ziarna i grzanki jako sycące extasy :)