piątek, 5 kwietnia 2013

LAO morning cocktail



Najlepsze koktajle na świecie są w Luang Prabang w Laosie. Ilość opcji jest niewyczerpana. Od mocno egzotycznych dragon frutów, passiflory czy liczi, po nutellę, ciasteczka oreo lub kakao, na mięcie, imbirze i limonce kończąc. Oczywiście banalne banany albo ananasy są w stałej ofercie. Smoothies serwowane są w dużych kubkach, przegotowywane na bazie lodu, mleka, jogurtu albo wody kokosowej. Dodatków bez liku, tak, że trudno powtórzyć po raz drugi tą samą kompozycję. Dostępne są na każdej ulicy, na śniadanie, obiad i kolacje. Zastrzyk witamin od czubka głowy po pięty. W podróży cudowna odmiana od chińskich zupek, liofilizatów i dań z woka o  nieokreślonym pochodzeniu. W domu pomysł na poranny posiłek, szczególnie, że pora o której wstaje wymaga włączania światła. Mam słabość do wczesnych ranków, ostatnich momentów ciszy, opadającej mgły i przebudzenia. Lubię ten spokój i jasność pojawiającą się na horyzoncie. Dla mnie to najlepsza pora do pracy i ćwiczeń, choć to wymaga powera. Tak więc włączam blender, produkuję trochę słonecznej energii co by starczyła przynajmniej na pół dnia i piję do dna :)

ilość na 0,7 l

1/2 ananasa
1 banan
2 łyżki płatków żytnich
1 łyżka siemienia lnianego
1 cm korzenia imbiru
1 łyżeczka soku z cytryny/limonki
1/2 łyżeczki cynamony
kubek wody albo wody kokosowej

Wszystko pakujemy do blendera i miksujemy ok 3 min.
(jeśli z rana potrzebujecie dodatkowego cukru to polecam łyżkę miodu albo syropu klonowego)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz