Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańcze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 września 2013

krem MARCHEWKOWY i FIGA

Nieustająco pada więc nie pozostało mi nic innego jak przenieść słońce na talerz. Żywe barwy i soczyste smaki to podstawa przetrwania pierwszej fali jesiennej szarości. W ferworze różnych zdarzeń krem pachnący imbirem daje kopa do działania. Świeże figi dopełniają całość, a orientalne dodatki budują wielowątkowe historie. Zaczęłam się uczyć rosyjskiego, wypchnęłam Samuraia w pierwszy teren i sędziowałam na off roadzie. Przygotowania do drogi idą pełną parą. Aby było śmieszniej wszyscy wokół służą radą, upominają, uczą i zachęcają do przekraczania własnych granic. Tylko w tym całym ferworze wrażeń brakuje czasu na gotowanie. Ostatnio moja doba rozciągnęła się niczym guma do majtek i już nie wykazuje  większej elastyczności, a mi cały czas marzą się jeszcze wieczorne czary w kuchni. Wczoraj późną nocą nasączyłam dom kolorem i zapachem. Polecam, bo dziś wczorajszy krem dał mi to dużo radości, mimo iż pity w samochodzie z termosu.

ilość na litr zupy
6 marchewek
1 pomarańcza
3 cm korzenia imbiru
2 kubki wrzątku
200 ml mleka kokosowego
4 łyżki sosu sojowego
1 łyżka oleju kokosowego
1/2 łyżeczki pasty czerwonego curry

+ świeża kolendra i figi

Około 15 minut gotujemy posiekaną w kostkę marchewkę z dwoma kubkami wrzątku, sosem sojowym, olejem i imbirem. Kiedy marchewka zmięknie zestawiamy garnek z ognia. W blenderze miksujemy na gładki płyn pomarańcz, mleko kokosowe, curry, kolendrę (ilość wedle uznania) oraz imbir z zupy. Zawartość blendera przelewamy do garnka z marchewką i miksujemy na gładki krem. Podajemy w salaterkach z wkrojoną świeżą figą i pałaszujemy do syta. Smacznego!

środa, 22 maja 2013

chłodnik DYNIOWY

Dostałam przedziwny prezent jak na tą porę roku - pół świeżej, soczystej, wielkiej dyni. Nie wiem gdzie przeleżakowała do maja i jakim cudem zgubiła się w przestrzeni, ale jej kolor, zapach i smak dał mi kopa energetycznego na cały dzień. Późna wiosna nie jest czasem gęstych kremowych zup przyprawionych curry, gałką, goździkami czy anyżem, ale już chłodnik na pomarańczach brzmiał idealnie. Prosty przepis,  orzeźwiający smak i uzależniający kolor to wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia w kuchni. Jeśli gdzieś znajdziecie takie skarby (albo ktoś was nimi obdaruje) to bawcie się i twórzcie do woli - gwarantuje to czysta radość. 

Dla mnie pomarańcz w tym sezonie to kolor spełnianych marzeń, robię prawo jazdy na motocykl i powoli przymierzam się do kupienia pierwszego jednośladu właśnie z pod pomarańczowej bandery. Przy okazji projektuje też nadruk na kask. Chłopcy którzy mnie uczą, nakładli mi do głowy, że na drodze bądź w lesie mam "walić po oczach". Dla fanki jedynej słusznej barwy jaką jest czerń we wszystkich swoich odcieniach to spore wyzwanie, ale pokornie usiadłam, pokombinowałam i wyszedł mi WIDOCZNY patern różowo-pomarańczowy,  "kobieco" pomyślałam, no i z czarno-pomarańczowym motocyklem da radę :).

ilość na 4 porcje

1/4 dyni
3 ząbki czosnku
2 pomarańcze
1/3 kubka wody
4 cm imbiru
1 łyżka soli morskiej
2 łyżki siemienia lnianego lub sezamu
pieprz
świeża bazylia
4 łyżki mleka kokosowego

Dynie kroimy w drobną kostkę, razem z czosnkiem i wodą dusimy pod przykryciem na małym ogniu aż zmięknie. Następnie bierzemy wysoki dzbanek przekładamy dynię, dodajemy sok z pomarańczy, imbir i miksujemy na gładki krem. Na patelni prażymy sól z siemieniem albo sezamem. Nakładamy zupę do misek, posypujemy solą z ziarnami, wkrajemy bazylię, pieprzymy i dodajemy łyżkę schłodzonego mleka kokosowego. Smacznego!